1. Turkot Powrotów i Animacja

Wtem słychać turkot, wozy jadą drogą,
I wóz znajomy na przedzie;
Skoczyły dzieci i krzyczą jak mogą:
Gęślarz, ach, gęślarz nasz jedzie.
A.Mickiewicz Powrót Taty

Ożywiony moim powrotem do Dziennika po kilkuletniej nieobecności i szczodrością Redaktora  w przywróceniu nagłówka moich felietonów, pozwoliłem sobie na lekką parafrazę znanego wierszyka wieszcza Adama. Wprawdzie gęślarz to taki wędrowny starzec ze słowiańską gęślą, a moim instrumentem jest gęsie pióro, ale to pasuje do mojego wieku i upodobań, które polegają na bawieniu się słowami – polskimi, jak i obcymi. Dziś, drodzy czytelnicy, polszczyzna pływa w europejskiej zupie językowej jak ucho w barszczu – smaczny dodatek inności.  Jako stary emigrant, który osiedlił się na tych gościnnych Wyspach w 1946 roku, patrzę na ten dziwny język, który tymczasowo nazwiemy polglisz, podziwiając naszą wrodzoną zdolność do adoptowania obcych słów. Łacina, greka, francuszczyzna i włoszczyzna i wiele egzotycznych pożyczek stworzyły nasz giętki język, o którym dawno temu marzył Juliusz Słowacki. Niestety, zbyt szybkie hołubienie obcych słów, bez dawania im bardziej polskiego wydźwięku, razi purystów i często tworzy takie dziwolągi jak szoł. Tutaj zgadzam się jednak z opinią prof. Miodka który, kilka lat temu, uznał że „nie ma słów niepotrzebnych językowi” i dlatego, tak jak on, nie protestuję przeciwko „łał”, „gril” czy „butik”. W odwecie, możemy wstrzykiwać polskie słowa w angielszczyznę, bo jest nas tutaj teraz spora diaspora polskich słoworobów. Np popularne ostatnio w KUL (cool) słowo „łajdak”, to przecież czysto angielski nowotwór „whyduck”. Kto wie, czy Anglicy  nie wyłowią kiedyś whyducka z tygla językowej wspólnoty europejskiej,oswoją go swoją pisownią i wuala! Nie musimy jednak wyszukiwać takich okazów polglisz, bo internet daje nam dostęp do wielu ukrytych skarbów naszej własnej mowy.W poszukiwaniu egzotycznej polszczyzny, ukrytej jak przaśny chleb na wiejskim zapiecku, lubię błąkać się po mglistych stronach webowych gmin, wiosek i parafii . Zajrzałem dziś rano do parafii w Niechobrzu, aby zobaczyć co się tam dzieje i ujrzałem takie ogłoszenie :„Dziś modlimy się w intencji: brak danych.”. Najpierw pomyślałem, że może to literówka, bo jakiś  Niechobrzanin nazywa się Brakdan i modlitwy dotyczą rodziny państwa Brakdanych. Ten dwukropek wskazywał jednak, że pewnie chodziło tu o parafialny niewypał: nikt w Niechobrzu nie prosił dziś o modlitwy w intencji, aby się komuś coś udało. „Dane” to takie dziwadło, które nie ma liczby pojedyńczej i panoszy się dziś głównie w żargonie komputerowym. Tutaj, w bazie danych o kościelnych modlitwach brakowało informacji o ich celu, ale nie możemy wykluczyć gramatycznej pomyłki informatyka, który miał zamiar napisać: „Dziś modlimy się w intencji braku danych„, bo komputer złośliwie usunął z bazy parafialnej jego dane osobiste. W gminie Boguchwała znalazłem nową definicję „animatora” w kontekście Kręgu Domowego Kościoła, który to krąg był „przez rok prowadzony przez animatorów z Rzeszowa.” Oszołomiony tym rewelacyjnym odkryciem semantycznym, upewniłem się najpierw w Słowniku PWN, że „animator” to ktoś, kto „powiela kolejne fazy ruchu postaci i przedmiotów w filmie rysunkowym dla uzyskania złudzenia płynnej akcji.” Szperając w stronach webowych odkryłem, że są trzy rodzaje animatorów: parafialni, liturgiczni i ceremoniarze. Ci ostatni muszą przejść specjalne szkolenie na weekendowych kursach, na które powinni przynieść ze sobą m.inn. śpiwór, brewiarz, krzyż animatorski, kapcie, buty sportowe, „coś do grania” i Drogę do Nieba. Na stronie parafii Sadyba zdybałem „Słowniczek Pojęć Kościelnych”, a tam jest nowa definicja animatora: „dosłownie, ktoś, kto ożywia; w ruchach religijnych w Kościele – osoba odpowiedzialna za grupę formacyjną bądź za konkretne działania wspólnoty”. Nie będę się zagłębiał w dalsze analizowanie tych semantycznych znalezisk, bo sprawy ożywiania religii to specjalizacja poza krągiem mojego domowego kościoła. Czytelnicy z bardziej animowaną wyobraźnią mogą sobie snuć dalsze scenariusze na ten fascynujący temat. O ile się orientuję organizacją, która wprowadziła tę odmianę twórcy komiksów do terminologii kościelnej jest Liturgiczna Służba Ołtarza pod patronatem św. Tarsycjusza – męczennika akolity z otoczenia papieża Stefana 1.  Mam nadzieję, że mój powrót do pisania Gęsim Piórem na łamach czcigodnego Dziennika da Wam, drodzy czytelnicy, złudzenie płynnej akcji w zaczarowanych krągach naszej rodzinnej mowy, wzbogaconej bazą sieciowych danych.
© Stefan Grass
Pierwszy felieton we wznowionej serii Gęsim Piórem, które ukazują się od 27 maja 2011 w każdy piątek w londyńskim  Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza.

Reklamy

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: