5. Pociąg Do Błotnistych Kolein

Na żelaznych gałęziach dojrzewają czerwone i zielone owoce sygnałów. Są tu takie ciche perony z wiszącymi w skrzynkach miniaturowymi ogrodami Semiramidy. Ale na nic nasturcje i zabłąkana pszczoła. Kiedy okrągła gilotyna minut wskaże 12.31, połknie to wszystko czarny potwór, który zbliża się właśnie w syku białych atmosfer.”
Zbigniew Herbert „Pejzaże kolejowe”

Koleje losu, kolej, kolejki podziemne i nadziemne, kolejki-ogonki, wykolejeńcy i kolejność wszystkie te znaczenia to dzieci polskiego błota. „Koleja” wiodła dawno temu spokojną egzystencję, jako „ślad koła”, co zachowało się w „koleinach” na błotnistych polskich drogach. W trakcie swej podróży przez Polskę, zdumiony Napoleon wykrzyknął, że odkrył „piąty żywioł – polskie błoto”. W deszczowej jesieni wozy, karety i inne pojazdy kołowe grzęzły w gęstej mazi piątego elementu, zaś w lecie wpadały w te wyschnięte błotniste wyżłobienia i „wykolejały się”. Poturbowani pasażerowie wraz z woźnicą byli wykolejeńcami, chociaż nasz kapryśny język zdecydował, że ta metafora jest zarezerwowana dla osób, które wykopertnęły się ze społecznych torów „przyjętych norm postępowania”. Ofiara pociągu do czystej wyborowej to wykolejeniec, natomiast gdy lokomotywa wyskoczy z szyn poturbowany pasażer może stać się powodem w procesie przeciwko PKP, chyba że sam był powodem tego wykolejenia. Tutaj poznajemy mimochodem piękne dwuznaczniki naszej bogatej polszczyzny, które są często przyczyną wielu nieporozumień. W nazewnictwie tej metody transportu jaką jest pociąg, pokazaliśmy innym narodom nasze główne zainteresowanie: seks.W żadnym innym języku nie ma takiego dwuznacznego słowa jak „pociąg”, który łączy pole znaczeniowe transportu z chciejstwem, należącym do pola semantycznego uczuć.  Polacy patrzyli w rozmarzeniu na tę dyszącą namiętnie lokomotywę, ciągnącą wagony albo jak to barwnie opisują Czesi „spojene vozidła ktore se spoleczne pohybuji po żelezniczki trasi”, co się tłumaczy na łacińskie „ordo vehiculorum inter se copulatorum” i bez wahania nazwali ten wynalazek XIX wieku – pociągiem.  Inne nacje maja wozy, pojazdy, treny, włóki, cugi i ajzenbany, a my mamy pociągi, co nadaje tym bezdusznym prostokątom na szynach pewien erotyczny czar, który Reymont uchwycił pięknie z własnego doświadczenia (pracowal w młodości jako dróżnik na kolei warszawsko-wiedeńskiej) „Pociąg sapał, charkotał, kołysał się czasami jakby dla nabrania większego rozmachu i biegł, przyświecając sobie dwiema latarniami z przodu. Czasem otwierał paszczę od strony tendra, a wtedy można było widzieć w jej wnętrzu obraz piekła, jakieś eumenidy o konturach z czerwonych promieni wiły się tam w głębi w paroksyzmach bólu czy chaosu, kłębiąc bezładnie, gryzły płomieniami, oślepiały dymem, tańczyły w wystrzelających płomieniach – pięły się po ścianach paleniska , lubieżnie zmieszane w oślepiających blaskach…”  Pociąg Reymonta do ognistych Eumenid skończył się dla niego boleśnie, gdy stał się ofiarą katastrofy kolejowej pod Warszawą, która przeżył z dwoma złamanymi żebrami i poważną kontuzją ciała, ale za które otrzymał odszkodowanie 40,000 rubli co, z kolei otworzyło mu drogę do nagrody Nobla i uchroniło go przed bytem wykolejeńca. Angielski pociąg (train) jest dla Polaków  istnym labiryntem dwuznaczników. Tak np Kasia, księżniczka Kambrydż, ciągnęła za soba pociąg (train-tren) ślubnej sukni, a w jej orszaku (train) był krem (?) brytyjskiej arystokracji.. Małe druhny były z pewnością trenowane (trained) w tej funkcji, a samo wydarzenie utorowało drogę (laid the train) do wzmożonej popularności królowej Elżbiety II i jej licznej rodziny, bo kamery TV z całego świata były skierowane (trained) na nowożeńców w otoczce typowo brytyjskich tradycji. Z mojego dzieciństwa pamiętam jeden dziwny epizod związany z dymem parowozów. Gdy miałem koklusz, mój ojciec zaprowadził mnie w pobliże torów kolejowych i kazał mi wdychać dym z dudniących lokomotyw. Koklusz rozwiał się jak dym. Inne skojarzenie z mało znanym angielskim terminem „train oil” (oil wielorybów) przypomniało mi wstrętny smak tranu (ang,.cod liver oil), który był wmuszany w przedszkolach i domowo,aby zapobiec krzywicy. Mój ciąg myśli (train of thought), zasapany i dymiący, stanął na peronie kolejnego felietonu.
Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim piątek, 24 czerwca 2011
© Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone

Reklamy

Tagi:

komentarzy 12 to “5. Pociąg Do Błotnistych Kolein”

  1. signe Says:

    to zostawiam sobie na później, chociaż zdążyłam dowiedzieć się o wdychaniu dymu przejeżdżających lokomotyw, zdążyłam się zdumieć ogromnie, do zachwytu!!!

  2. stefan Says:

    signe: taktak, byłem kaszlącym pacjentem dyszących lokomotyw. Pomogło 🙂

  3. signe Says:

    w to prawie nie można wierzyć, ale ja Ci wierzę we fszystko:)

  4. stefan Says:

    signe, „wiara i czucie etc” Dziś dostałem b.miły list od pani czytelniczki moich gęsich piór, która jest przekonana, że zna mnie osobiście bo nawet spotkaliśmy się w Polsce. W Polsce byłem tylko raz, w 1975 i poza moją najbliższą rodziną nie spotkałem nikogo, ale ja jej wierzę bo w moim dziwnym życiu fszystko jest możliwe 🙂

  5. signe Says:

    no widzisz:)
    rzeczywistość jest nielokalna,
    dobranoc, jeśli można prosic:)

  6. stefan Says:

    signe, właśnie o tym myślałem wysyłając Ci coś emejlowo na dobranoc. Może znajdziesz jutro rano a teraz dobranoc po dniu, który pożerał mój czas jak smok wawelski 🙂

  7. signe Says:

    idę szybko zajrzeć do poczty, bo ja wcale od tego nie zaczynam, tylko od Twoich blogów:)
    wszystko rzucam i lecę do poczty, czemu trzymasz smoka wawelskiego w domu?????
    :***

  8. signe Says:

    wydawało mi się, że coś tu już napisałam o smoku wawelskim…
    w każdym razie byłam w poczcie,
    dzień dobry:)

  9. stefan Says:

    signe, dzień dobry, a czy jest w ogóle jakieś słowo, o którym jeszcze nie pisałem?:-o Smok to dla mnie symbol dawnej energii ziemi z epoki dinozarłowej.Znowu hłud. 😉

  10. stefan Says:

    signe, Twój koment pisany o świcie był złapany w szpony akismeta, tego smoka co pożera spamy. Uratowałem go.
    Komenta, nie smoka. Smok wawelski sam tu przyłazi, chyba z nudóf, bo dziewic tutaj ani widu ani słychu 😉

  11. signe Says:

    a jednak miło zobaczyć, że się nie miało samoprzywidzenia:) dzięki:)

  12. stefan Says:

    signe, samoprzywidzenie to jest moja norma. Całkiem nieźle się z tym żyje. Tak jak ze smoczymi jamami samo przywidzonymi 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: