6. Muzyka Londyńskich Platanów

Drzewa żyją wraz z człowiekiem. Są one podobne, do jedynej sztuki, do muzyki… . Kiedy po latach witać się ze znajomymi drzewami, znajduje się w nich zmiany niemal takie same jak w sobie. Wzruszenia nasze są w ich kształcie, zmianach i szumie.”
Stefan Żeromski: Dzieje grzechu

Podzielam całkowicie tę subtelną obserwację mojego genialnego imiennika . Nie tak dawno temu stanąłem pod stuletnim jesionem, który trwa od lat w ogrodach za oknem mojego bloku i w jego pooranej wiekiem korze ujrzałem własne oblicze. Palce wiatru ślizgały się wirtuozyjnie po zielonych klawiszach liści grając jakiś smętny nokturn starości nad naszym wspólnym losem. Nieco później uwieczniłem to spotkanie w haiku, japońskiej formie wierszowania, która jest dość trudna w polszczyźnie, bo wymaga krótko-sylabowych słów.
Starzec przy drzewie
Zmarszczona kora i twarz
Patrzą na siebie.
Kora i skóra były kiedyś niemal jednoznaczne i te bliskie spotkania między zewnętrzną pokrywą ludzi, zwierząt i drzew przechowały się w licznych słowach, wśród których najciekawszym chyba okazem jest „korzyść” – słowo, które pierwotnie miało tylko znaczenie „łupu, zdobyczy”, jakim musiała być przed wiekami kora z drzewa obłupiona albo skóra/kora z ubitego zwierzęcia (łupu) obdarta. W starocerkiewnym „korist” miało wyłącznie znaczenie „wojennej zdobyczy”, co do dziś przetrwało w czeskim „kořist” („Dravec číhal na svou kořist„-drapieżnik czyhał na swój łup). Moim ulubionym wakacyjnym zajęciem w szczenięcych latach, było obłupianie starych sosen z kory, z której strugałem moją flotyllę łódek,dawniej zwanynch korabiami. Ta drzewna skóra dała także początek wielu naczyniom, co przechowało się w takich słowach jak koryto, które jest dla człowieka źródłem dochodów (z publicznej kasy), dla świń miską do żarcia, a dla strumienia i rzeki wyżłobieniem, którym płyną z korzyścią dla ludzi, zwierząt, ryb i roślin. Innym potomkiem kory był korzec, dawniej polska miara do mierzenia „ciał sypkich”, a dziś uciekinier do przysłowia „dobrać się w korcu maku” albo „trzymać coś pod korcem”.
Każde słowo opisujące części drzew, od pnia, gałęzi.liści i korzenie, dało nam bogactwo w przysłowiach, metaforach i frazach. Pień to głuchota, uporczywe milczenie, zagłada, ul i podstawa słowotwórcza; gałąź to boczna linia rodzinna, część organizmu, nauki, przemyslu albo rzeki; korzenie rodzinne to coś, co każdy emigrant ma i usiłuje nie stracić, a liście zawsze myliły się nam z listami jakn np w listopadzie. O drzewach można pisać grube tomy, ale w tym felietonowym chruśniaku wspomnę tylko jedno drzewo.
Na ulicach i w parkach Londynu spotykam się często z potomkiem platana i sykamory, który nosi dumną nazwę platana londyńskiego . Drzewiaste plotki podszeptują, że dwieście lat temu z okładem, jakiś ambitny ogrodnik angielski w Oksfordzie posadzil w bliskim sąsiedztwie dwa drzewa, niby z tego samego klanu, ale trochę inne: platan orientalny przybył z Turcji, a platan zachodni z Ameryki, gdzie paraduje pod ksywą sykamora, a także guzikodrzew (buttonwood). Jak to bywa w świecie drzew, powiał jakiś zefirek podczas kwitnięcia obu drzew i zanim się opamiętały, sykamora i platan zrodziły dziecię-hybrydę, której ludzkie mądrale dali imię Platanus x hispanica.  On sam przezwał się, nie bez kozery, platanem londyńskim (London plane), bo pojawił się wkrótce na ulicach i placach stolicy, dając atrakcyjne liścio-cienie, ale także  zaśmiecając chodniki swoimi chropawymi kulkami owoców, rozpadającymi się szybko w lotne nasionka z rodzaju omżynowych dmuchawców. Dopiero,gdy na ulicach wielkich miast pojawiły się tysiące pojazdów, ziejących śmierdzącymi wydzielinami spalinowymi, platan londyński pokazał jak potrafi walczyć z ulicznym zaduchem. To mądre drzewo gromadzi pod swym naskórkiem sadzę spalinową i resztę zatruwających powietrze składników, a ponieważ jego zewnętrzna kora łuszczy się i odpada, więc ani platan ani ludzie nie muszą wdychać tego paskudztwa. Ponadto, nieunikniona w drzewach ulicznych walka korzeni z podziemnymi przeszkodami, które zabijają wiele z nich, nie martwi naszej hybrydy, bo nauczyła swoje korzenie jak trzeba żyć w tłoku wielkiego miasta.Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim piątek, 1 lipca 2011
© Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarze 2 to “6. Muzyka Londyńskich Platanów”

  1. signe Says:

    ten platan takie rzeczy wymyślił i robi? podziwiam!
    wszystkie korowe słowa są ładne, szorstkie, skore do szybkiego przeskakiwania z miejsca na miejsce, przynajmniej po polsku, a Żeromski pisał pięknie!!!
    Twoje haiku drzewne ekstra:)

  2. stefan Says:

    signe, skoro skóra w swej pokorze, także mówi coś o korze
    może nawet piękna krowa z pochodzenia jest korowa? 😉 Na wzgórzu pierwiosnków i dookoła są platany co sprawia że powietrze tutaj jest czyste.
    Apropos haiku – dziękuję za pasikonika haikowego 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: