12. Naturalizowana Gąbka Nasiąka

W ziemi dalekiej stężał język mój i związały się wargi moje…
Jedną książkę mam w domu: Biblię Wujka, którą czytuję co dzień,
abym nie zapomniał mowy mojej i nie stał się niemym w języku ojców moich… „H. Sienkiewicz: Wspomnienia z Maripozy

 Gdy tubylcy, słysząc mój dziwny akcent, pytają z niedowierzaniem czy jestem Anglikiem, odpowiadam –zgodnie z prawdą – że jestem naturalizowanym Brytyjczykiem polskiego pochodzenia.  Rule Britannia! wykrzykuje tubylec i zaraz pyta troskliwie, jak mi się podoba Wielka Brytania. Prawdę mówiąc, mieszkam tutaj od tylu lat, że nawet nie zauważyłem jak i kiedy zlałem się z moim brytyjskim otoczeniem. Naturalizowanej gąbki nie warto pytać, czy lubi wodę w którą ją rzucił los, bo jej naturalnym instynktem jest nasiąkanie. Oczywiście, że są gąbki  wodoszczelne, którym „język stężał i wargi związały się”, bo z tych lub innych względów, nie chciały „wejść między brytyjskie wrony i krakać tak jak one.”  Nie wiem dlaczego, ałe słowo „naturalizowany” kojarzy mi się zwykle z Tarzanem z Plemienia Małp. On też nie był gorylem, tylko naturalizowanym małpoludem. To, że potrafił skakać po drzewach, bębnić pięściami w atletyczny tors i obwieszczać swoje zwycięstwa w idiomie szympansów, było jedynie dowodem jego ludzkich zdolności naśladownictwa.  Od wielu lat zastanawiam się nad znaczeniem przyjęcia obywatelstwa innego kraju, które wprawdzie daje mi głos w wyborach i paszport, ale także nieubłaganie oducza mnie polskości w postaci wielu obyczajów, nawyków i tradycji. Pierwszą ofiarą , którą musiałem złożyć na ołtarzu Brytanii,  było całowanie kobiecych rączek, zgodnie z formułą „całuję raczki, padam do nóżek”.  Angielki nie mają w swoich genach tego potulnego bezwładu z jaką Polka daje facetowi swoją dłoń do pocałowania. W moich pierwszych próbach okazywania tej polskiej galanterii, starsze panie opierały się jak dziewice walczące o swą cnotę i omal-że zmuszały mnie do padnięcia na kolana, aby osiągnąć mój cel. Młodsze płonęły rumieńcem i oglądały się trwożnie na stojącego obok męża czy bojfrenda, który patrzył w osłupieniu na moje cudzoziemskie wybryki. Dużo ostrzejszą reakcją tubylców na sarmacką kordialność było pożegnanie na stacji z moim przyjacielem, który emigrował do Ameryki. Przed odjazdem Józek powiedział „no, to daj pyska, stary. Z dubeltówki!”, wziął mnie w ramiona i ucałował w oba policzki. Stojący obok Anglik, splunął i warknął z obrzydzeniem: „blady kwirs”. To było dawno temu; dziś Anglicy przywykli do męskich dubeltówek w publicznych miejscach. Bez względu na wiek, naturalizowany obywatel jest jak dziecko, które powoli naśladuje swoje otoczenie, uczy się jego zwyczajów, języka i nasiąka adoptowaną kulturą, jak gąbka. Niestety, ta brytyjska gąbka zaczęła powoli wsysać mój ojczysty język. Dostrzegłem ten podstępny skutek uboczny naturalizacji dopiero gdy pojechalem z wizytą do mojej rodziny w Polsce. Ciotka Helena załamała ręce i jęknęła: „zangliczałeś do imentu, biedaku!” „Ciociu, ja tylko tak udaję. Gdzie jest twój sens humoru?””Poczucie, synu, poczucie!” Siostry wyśmiewały moje anglicyzmy, a ja odwdzięczałem się im pięknym za nadobne, gdy usłyszałem cudaczną polszczyznę ludową z epoki PRLu: Ubawiłem się pod pachy ich „upiorem dziennym” w blokowej pralce, a „wsuwki męskie luzem” też zasuszyłem w moim notatniku jak egzotyczny kwiat. Co robi naturalizowany Polak, zanurzony po czubek głowy w otaczającej go angielszczyźnie? Naturalnie, szuka swojaków, bo natura ciągnie Polaka do POSKu, tak jak naturystę wabią wakacje wśród nudystów. Pogaduszki w ojczystym języku mogą do pewnego stopnia działać jak witaminy na anemię. Trzeba jednak pamiętać o tym, że długoletni emigrant, bez częstych kontaktów z codziennym, żywym językiem, którym mówią miliony jego rodaków, posiada tylko zakonserwowaną polszczyznę swego pokolenia . Ja też często łapię się na mimowolnym wtrącaniu słów, które są „książkowe” lub „przestarzałe”, bo lubię język pana Mikołaja z Nagłowic: „aczem był nieuczony, przedsiem jednak czytał, a czegom nie rozumiał, inszychem się pytał!” Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim piątek, 12 sierpnia 2011©

Reklamy

Tagi:

Komentarzy 15 to “12. Naturalizowana Gąbka Nasiąka”

  1. signe Says:

    szkoda,że nie jestem ekspertką od polszczyzny, bo tak to możesz wątpic, ale lepiej nie wątp: Twoja polszczyzna jest doskonała, a sens humoru tym lepszy, że przeszedł osobistą drogę przez Twój musk, odtąd będę zważać na sensy ludzkich humorów, zwłaszcza, że z poczuciami tak średnio:)
    no i te wsuwki męskie luzem, wstyd przyznać, ale nie wiem, co to może być, to po polsku było?
    upiór dzienny wiem:)
    będę teraz czekać tydzień na następny felieton, wiesz, że nie czekam, a czyham!!!

  2. stefan Says:

    signe, a ja wciąż mylę sens z poczuciem, mimo że humor jako taki jest bessęsui wcale go nie poczuwam; wsuwki męskie luzem to chyba były takie sandały łatwe do wsuwania na stopy. POSK to Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny, trochę daleko ode mnie ale odwiedzałem gdy miałem samochód. Upiór dzienny strachliwie zachfyca;) Wcorajszy felieton miał ładny rysunek sylwetki chłopaka całującego rękę dziefczyny. Może uda mi się skraść. Proszę czyhaj! 🙂

  3. signe Says:

    skradnij!!! wyobrażałam sobie, czytając Twoje męczarnie, wyobrazałam sobie całowanie rączek i padanie do nóżek równocześnie, ale to się nie udaje…
    a teraz czuję rozdaj olśnienia, że te wsuwki męskie to były klapki!!!
    myślę, że teraz nie jest o wiele lepiej, wymysły poszły w stronę guglowych tłumaczeń instrukcji do maszyn domowego użytku, nie można zrozumieć obsługi żelazka, miksera i o wiele mniej skomplikowanych rzeczy, tak, nastała epoka guglowa….
    zaraz napiszę Ci w innym miejscu, jak deszcz pada, o daszek blaszany (napisałam z rozpędu „blaszek daszany”) uderza deszcz ni to jesienny, ni to nie:)

  4. stefan Says:

    signe, o ile pamiętam to starsze panie nie miały pojęcia dlaczego ja podnosiłem ich ręce do ust zamiast uścisnąć lekko końce ich palców;do wąchania? do jedzenia? nic dziwnego że walczyły jak mogły. Było wiele innych zwyczajów, manier itp ale teraz to tylko czasem robię pomyłkę. Guglowe tułmaczenia i rzesze specóf z Mumbai – to także moje utrapieenie. Nito lato nito jesień znam z osobistych doświadczeń. 🙂

  5. stefan Says:

    signe, skradłem i wstawiłem. Bądz cobądź to jest mój feuilleton, czyż nie? NO, właśnie 🙂

  6. signe Says:

    widzę, wygląda jak z bajki zenicznej:)

  7. stefan Says:

    signe, ktoś w Dzienniku bardzo trafnie ujął ten bezwład damskiej dłoni i reszty ręki przy całowaniu tejże. Nie wiem dlaczego, ale tylko moje felietony są zawsze w jakiś sposób ilustrowane. 🙂

  8. signe Says:

    jak on to ujął, możesz powiedzieć? a w ogóle co słychać? byłam w poczcie, ale list to osobna jakość, ja tu dziś wpadam po ogień i wiem oczywiście dlaczego tylko Twoje felietony są w ten sposób ilustrowane 🙂

  9. stefan Says:

    signe, ręka jest wdzięcznie zgięta w przegubie, czego Angielki nie potrafią robić. Czekam na powrót późnego lata, ale chyba nic z tego. Widzę, że jesteś zalatana. Po ogień tutaj? Ktoś tam w redakcji nie miał do tej pory takiej okazji?
    Radosnego dnia na powitanie 🙂

  10. signe Says:

    na razie wciąż czekam na urwanie głowy, nie brzmi to dobrze, wiem….
    dziękuję za radosne, jaskrawożółte uśmiechnięcia:)

  11. stefan Says:

    signe, to urwanie głowy bardzo niepokojące. Czy mam się martwić? albo sprawdzić? 😮

  12. signe Says:

    zawsze sprawdzać, proszę bardzo:) głowa nie całkiem się oderwała i jest jakby ciszej w tej przestrzeni:)

  13. stefan Says:

    signe, głowę zawsze można i nawet trzeba poprosić aby łaskawie powróciła do harmonijnej ciszy. Usłucha. Fale płyną i ewentualnie lądują u celu. Dobranoc 🙂

  14. signe Says:

    proszę głowę, dziękuję Tobie, no może będzie łaskawa tak się utrzymać na miejscu głowy…
    dzień , z tego tu miejsca i momentu wygląda podejrzanie, muszę to powiedzieć…przez pół nieba idzie złota smuga mglista, a drugie pół jest jak od burzy, ying i yang widoczne gołym okiem…

  15. stefan Says:

    signe, głowa jest ustabilizowana, ale trzymaj ją prosto;) Tak wcześnie rano to nic dziwnego że niebo jest trochę ying and trochę yang. Liczy się tylko ta złota smuga i reszta dnia będzie ciepła i ładna 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: