13. Morowa Dziewica na Ul. Wajdeloty

„Kiedy zaraza Litwę ma uderzyć,
Jej przyjście wieszcza odgadnie źrenica;
Bo jeśli słuszna wajdelotom wierzyć,
Nieraz na pustych smętarzach i błoniach
Staje widomie morowa dziewica
W bieliźnie, z wiankiem ognistym na skroniach
A w ręku chustką skrwawioną powiewa”.
A. Mickiewicz: Konrad Wallenrod: Pieśń Wajdeloty

Ten naturalizowany Litwin z białoruskiego Zaosia nigdy nie zachwycał mnie swoją polszczyzną, której dziwactwa można cytować w nieskończoność. Wajdelota, to wymysł wieszcza, który spolszczył niemieckie Waidler, ze staropruskiego słowa „waidlemai” określającego wędrownych guślarzy-wróżbitów, a takich na Litwie nie było. Poetycka licencja? Tak, to jest możliwe, a że poetom wolno łamać wszelkie reguły, które im nie pasują do opowieści, więc i tutaj muszę przymknąć oko na niestniejącego wajdelotę. Wałęsając się po tropie tego obcego słowa, wpadłem do zapomnianej dzielnicy Gdańska, zwanej Wrzeszcz i tutaj zdumiała mnie niesamowita magia słów i tzw zbiegów okoliczności. Na stronie webowej „wybrzeże24” znalazłem taki klejnocik: „Ulica Wajdeloty znajduje się w samym sercu Dolnego Wrzeszcza, zaraz przy dworcu kolejowym, w okolicy parku Kuźniczki i Starego Browaru. To w tej dzielnicy, pełnej zabytkowych kamienic ze strzelistymi wieżyczkami, wychował się Guenter Grass i bohater jego Blaszanego Bębenka, mały Oskar. Mieszkańcy śmieją się, że właśnie po to, by zachować historyczny urok tego niezwykłego miejsca, władze miasta nie zdecydowały się go dotychczas odnowić„. Mój imiennik nie jest ze mną spokrewniony, bo pochodzę z  Francji, ale w tym kontekście, widzę dziwne powiązania z tego utalentowanego Niemco-Kaszuba z wallenrodyzmem i wajdelotyzmem. Nie będę ich chwilowo rozwijał , bo jestem pod urokiem „morowej dziewicy w bieliźnie”. Słowa mogą być przyjazne, wrogie albo neutralne i tutaj tkwi nasza instynktowna tendencja łagodzenia, unikania lub nadawania paskudom nowych znaczeń. Mór –mordercza dżuma – był kiedyś słowem-widmem, które czyhalo na „pustych smętarzach” na masowe pogrzeby ofiar zarazy. Stopniowo, mór stał się pomorem na bydło, aż wreszcie dzielni Warszawianie wpadli na morowy pomysł zmiany znaczenia tego ponurego przymiotnika. Dziś „morowe powietrze” nie grozi zagładą, bo jest czyste i przyjemne do wdychania, po udanej (morowej) wycieczce nad morze w towarzystwie morowych dziewczyn bez wianuszka i fajnych chłopaków z zacięciem. Prastary pień *mer- umierać wypuścił na świat wiele spokrewnionych słów, wśród których znajdziemy takie powiedzonka jak „zmorzył mnie sen” zanim „umorzyłem dług” , bo „martwiłem się” , że stanę się „mrzygłodem” (sknerą). Mało znana ludowa nazwa borówki bagiennej – „morzybaba” i chrząszcza „mrzyka muzealnego” (atakuje wypchane okazy zwierząt i ptaków) też kryją w sobie ten fatalny pień. W Konradzie Wallenrodzie są aż dwie aluzje do śmietelnej epidemii (morowa dziewica i zadżumiony Almanzor) i tutaj wieszcz Adam „staje widomie”  przede mną w roli jasnowidza, który wyprorokował sobie własną śmierć jako rzekoma ofiara cholery w obcym kraju. Dla polskich wielbicielu teorii spiskowych, którzy ostatnio dominują w mediach krajowych, dodam tylko, że do dziś nie ma pewności, co było przyczyną nagłego zgonu Mickiewicza: wylew krwi do mózgu (opinia polskiego doktora na świadectwie zgonu), cholera, czy otrucie przez carskich agentów albo nawet o, zgrozo! przez jego wrogów wśród Polonii francuskiej. Na koniec, chciałbym wrócić do wajdeloty, gdzie zastanawia mnie ten człon „waid”. W niemieckim jest to słowo na określenie tej dziwnej rośliny, której sokiem Celtowie  rytualnie malowali swe ciała na niebiesko, a która u nas nosi nazwę „urzet barwierski”. W Anglii jest ona znana jako woad. Królowa Icenów, Boudicca, której kurhan znajduje się rzekomo na Hampstead Heath, pędziła w rydwanie  na czele swoich wojowników do bitwy z Rzymianami, nagusieńka i pomalowana na błękitno od stóp do głów,co musiało wprawić rzymskich legionistów w przerażenie lub nieziemską trwogę. Strasznie żałuję, że nie mogłem być przy tej okazji korespondentem wojennym „Dziennika Polskich Druidów”, z cyfrówką w dłoni, aby uwiecznić ten historyczny moment na twarzach rzymskich legionów! Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim piątek, 19 sierpnia 2011©

Reklamy

Tagi: ,

komentarze 4 to “13. Morowa Dziewica na Ul. Wajdeloty”

  1. signe Says:

    straszne!!! nie ma i nie było wajdelotyzmu!!! to jest gorsze niż morowa dziewica w bieliźnie…
    na szczęście przypomniał mi się gdzieś w okolicy ulicy Wajdeloty
    zwierz Alpuhary,
    ten od Almanzora, broniącego się z wież z garstką rycerzy, zanim go morowe powietrze zadżumiło, a może mi się wszystkie te poematy poplątały, przepraszam bardzo,
    felieton wydaje mi się bardzo raźny pomimo/ z powodu tytułu:)

  2. stefan Says:

    signe: nie było ich na LItwie, ale pewnie byli gdzieś, nie? Ta morowa jakoś mi się nie udała, bo nawet nie dali mi obrazka tym razem. Mówi się trudno. Zwierz Almanzora jest w tekście bo on przecież był opowieścią Konrada. Raźny? uraził Cię czy zraził? 😦
    🙂

  3. signe Says:

    morowa udała Ci się, ale postaw się w ich położenie, jak miałoby to być zilustrowane… dzieweczka w koszuli…
    tak, miałam na myśli opowieść o tym zwierzu,
    nie uraził mnie ani nie zraził, opowieść mnie lekko zaraziła,
    dzień dobry w kłębach chmur nagłych, ani śladu tęcz, ….

  4. stefan Says:

    signe:dzień dobry i tutaj. BBC twierdzi że dziś jest u was fspaniała pogoda i ciepło. Ale nie o 7 rano. Te felietony co tydzień robią się nudne a nuda nie jest dobrym podszeptem w pisaniu.Morowa była nieudana i tyle. Tęcza jest zawsze po drugiej stronie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: