15. Trzy Kwarki dla św Stefana

Znaczna część egzystencji ludzkiej upływa pod znakiem stanu, którego nie oddaje żywy język, oklepana gramatyka ani żywa fabuła” James Joyce

Nie ma lepszej  uciechy dla słowoluba jak lepienie nowych kształtów z ugniatanej gliny słów czyli tworzenie słowolągów. Naszym mistrzem w tym  polu był głównie Leśmian, ale każdy poeta jest w pewnym stopniu twórcą nowych form, bo poezja to praca alchemika, który szuka tajemnicy tworzenia złota z liter roztapianych w tyglu wrzących myśli. Bruno Schulz w swoich niesamowitych widzeniach rzeczywistości czy Boy-Żeleński przed wojną, a dziś niezrównany, Stanisław Barańczak, w ich genialnych tłumaczeniach to inne przykłady moich ulubionych słoworobów. Ich wszystkich jednak przewyższa Irlandczyk James Joyce -genialny fenomen XX wieku  w kalamburzeniu angielszczyzną i znęcaniu się nad logicznym znaczeniem słów tworząc, tuż przed swoją śmiercią, Finnegan’s Wake, książkę o której sam powiedział, że pisał ją w „języku nocy”. Nawet to słowo może mieć podwójne znaczenie, typowe dla twórczości Joyce’a: „noc” mogła odnosić się do niszczącej jego wzrok postępującej ślepoty, albo do języka podświadomości, który przejawia się w snach i wreszcie do jego desperackiej próby odtworzenia języka Wieży Babel, w momencie gdy jeden język ludzkości rozpadał się w myriad znaczeń. Niestety, tłumaczenie Joyce’a na polski jest  w mojej skromnej opinii nieosiągalne. O ile się orientuję, dotychczas istnieje tylko jako tytuł: Przebudzenie Finnegana, z kilkoma próbami tłumaczeń, które jedynie odtwarzają nieczytelność tekstu. Słowo „wake” to też dwuznacznik, bo oznacza „stypę pogrzebową” jak i obudzenie. Joyce oparł ten tytuł na irlandzkiej piosence ludowej o zmarłym murarzu-pijaczynie Finneganie, który spryskany akwawitą („woda życia”-łacińska wersja irlandzkiej whisky) wraca do życia na swej stypie. Gdyby Joyce znał polski, może oddałby to w nowosłowiu „Budzistypa Finneganów”, które pasuje jak ulał do naszego potocznego wykrzyknika „a to stypa!” w znaczeniu „ale to śmieszne”.  Joyce określił kiedyś swoje przedziwne arcydzielo dla  czytelników XXV wieku jako „pile of quoshed quotatoes – stos tułczonych cytofli?” Cytaty jako stłuczone kartofle to tylko jeden drobny przykład jego talentu słoworóbczego. Pracował nad swym ostatnim dziełem przez 17 lat i są w nim słowo-cuda z 30 języków, m.inn z polszczyny, jak np cashel, vlossyhair, podushka i wiele innych. Jeden z jego słoworóbczych przekrętów językowych zasłynął ostatnio w terminologii fizyki nuklearnej  – kwark, krasnoludek wśród elementarnych składników materii, to pożyczka z tekstu „stypojawy”. Joyce usłyszał kiedyś okrzyk straganiarza na targu w Szwajcarii ” drei marks fur muster Quark” (trzy marki za świetny twaróg”), który w języku Babel stał się poleceniem dla barmana „three quarks for mister Marc- trzy kwarki dla pana Marka”, co mu lepiej pasowało do moczymordy Finnegana. Magia słów tutaj polegała na tym, że naukowcy, którzy znaleźli kwarki przypuszczali, że istnieją one jako trzy mini-cząstki i dlatego fraza z Finnegana dostała się w terminologię fizyki nuklearnej. Wprawdzie Joyce umarł w nędzy, ale jego kwarki doczekały się uznania w nagrodzie Nobla (1969) dla amerykańskiego fizyka Gell-Mann’a, który wyłowil to słowo i wstawił je do naukowej terminologii. Traf chciał, że jego nazwisko ma w sobie pięć liter z FiNEGANa , które Joyce odczytałby może jako Pan Żelatyna , ale to lepiej zostawmy w schowku, gdzie spoczywają tajemnice języka snów.Joyce nazwał swoje drugie ja, Stefanem Dedalem – trafne określenie dla kogoś, kto stworzyl wspaniały językowy labirynt sennych znaczeń i był pierwszym wynalazcą ludzkich skrzydeł. Właśnie ten mój fikcyjny imiennik w połączenie z Dublinem i rymującym się z nim moim rodzinnym miastem Lublinem sprawił chyba, że poświęciłem twórcy Stypojawy Finnegana mój dzisiejszy felieton. Zwłaszcza, że ukazuje sią w dzień mojego patrona. św Stefana. Dodam jeszcze, że Anglicy nie znają takiej okazji, jaką w Polsce są imieniny, pewne dlatego że Wielka Brytania ma tylko czterech ważnych świętych patronów: Jerzego, Andrzeja, Dawida i Patryka. Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim piątek, 2 września 2011©

Reklamy

Tagi:

Komentarze 4 to “15. Trzy Kwarki dla św Stefana”

  1. signe Says:

    czy to przypadkiem nie znaczy, że masz Imieniny??????
    uściski:*****
    i podzięki, których nie umiem wysłowić w obliczu Twego imiennika Dedalusa,
    jednak to dzieło zamknięte jest przede mną jak labirynt, kwark, kwark, kwark 😦
    w dodatku wiedział on, co to podushka, czego i Tobie życzę, chociaz wykrzykniesz, że jest potwornie wcześnie, ale to na zaś:)

  2. stefan Says:

    signe: imieniny w Polsce, tutaj nikt nie wie jaki święty jest w który dzień. Dziękuję za uściski – przydały się 😀 Podushka stanowczo przyda się, bo zeszłej nocy pisałem w głowie musze widzenia, mimo że fcale nie musziałem. więc snu było niewiele. Zaś dobrej nocy 😉

  3. signe Says:

    i tu jestem znowu, napisać kwark kwark kwark

  4. stefan Says:

    signe:trzy kwarki na powitanie, bardzo hojnie dziekuję kwarkowo i biozdrowie ślę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: