16.Dopalacze i Mrzonki Ciuciubabki

– tej marzeń słabości
Strzec się trzeba, bo ona, jako potępieniec
Otumani i skusi,  i nauczy latać
Sokolimi skrzydłami – aby potem wplatać
W rzeczywistości koło – kędy bywa ciasno
C.Norwid
W kole naszej ciasnej emigracyjnej rzeczywistości , pomarzyć zawsze można, bo to  nic nie kosztuje, a jak wiadomo z takich otumanień i skrzydlatych polotów często wykluwają się niespodzianki w postaci tych właśnie wymarzonych wydarzeń. Mój dyżurny etymolog  nie da mi na długo pogrążać się w tych miękkich jak puch łabędzi urojeniach i budzi mnie bolesnym kuksańcem pod piąte żebro. „Marzenia mamią cię na manowce, gdzie królują  majaki i mamidła ”, rzecze  surowo. Etymolog ma rację – senne marzenia miały dawno temu taką paskudną reputację, że zostały zesłane, za karę, do ciemnych korytarzy i czeluści podświadomości. Bóg raczy wiedzieć o czym ci nasi praprzodkowie śnili, ale z pewnością były to sny z gatunku koszmarów. Stąd zapewne moja stuletnia Babcia wymawiała zapomniane dziś pewnie zaklęcie: „sen mara, Bóg wiara”. Mara i hinduska „maja-złuda”, tak jak grecka „mania” mają wspólny pień, z którego rozgałęziły się nasze marzenia, marzyciele, rozmarzone dziewczęta, marnotrawiący czas chłopcy i maniacy wszelkiego gatunku, którzy marnieją na manowcach nierzeczywistości. Prawdę mówiąc, dzisiejsza rzeczywistość w jej coraz bardziej koszmarnych przejawach zachęca mnie do pogrążania się w marzeniach na jawie, gdzie przyszłość brzęczy jak rój złotych pszczół. Czy takie senne zwidy , które roją się w mojej siwej głowie, mam uznać za objaw niemożliwych do urzeczywistnienia fantazji z gatunku gruszek na wierzbie? Omamienia podtatusiałego emigranta z innej epoki, który tonie w utopii niemożliwej do zrealizowania? Nie wiem, ale wątpię w możliwość powrotu do „złotego wieku” Owidiusza gdy „z własnej chęci człowiek cnoty strzegł i wiar,kary, trwogi nie znano. W spiżowych tablicach, groźby praw, i wyroku na sędziego licach,lud nie czytał: bez sędziów byli bezpiecznemi” Wystarczy zerknąć na cenę uncji złota szybującą w niedosięgłe rejony stratosfery, aby uznać takie marzenia za płoche mrzonki emeryta, bujającego w obłokach. Mrzonka to intrygujące słowo, które powinniśmy pisać poprawnie jako mżonka, bo pochodzi z tego samego źródła co mżący deszczyk i mrużeniu powiek, półsen i ciuciubabka (dawniej „mżurki”). To prawda, że lepiej mi się marzy, gdy mżę powieki i  wtedy czuję się jak siąpiąca szkocka mżawka. Ciekawym kluczem albo wytrychem do psychologii naszych gospodarzy może być to, że Anglicy nie mają osobnego słowa na marzenia, które wsiąkło w słowo „dream” – sen i śnić. Ich fraza „pipe-dream” ma swe źródło w odurzeniu i fantazjach wywołanych dymem z fajki opium. Tego rodzaju marzenia wywołane narkotykami były znane już w czasach Homera. Odyseusz w swych przygodach wylądował na wyspie zjadaczy lotosów (lotofagów), których jedynym pokarmem była jakaś narkotyczna roślina, którą mógł być starożytny gatunek nenufarów zwany lotosem albo nawet nasza swojska „marycha”.  Lotosożercy pogrążali się w marzeniach ściętej głowy, do których dziś wystarczą dopalacze. Moja wiedza o tych tajemniczych mrzonko-twórczych substancjach była dość znikoma, dopóki nie zerknąłem na nieocenione źródło wszelkiej wiedzy, jaką jest internetowa wikipedia. W Anglii te „psychoaktywne produkty”, noszące nazwę „designer drugs” – w dzisiejszym slangu to chyba „pigułki dizajnerskie” – udające narkotyki zakazane prawem. Istnieją rzekomo w licznych formach i można je palić jak papierosy, łykać i nawet lizać.  O ile wiem, w Polsce weszła w życie ustawa, która zabrania „produkowania i wprowadzania do obrotu substancji (roślin, grzybów oraz ich części), które mogą być używane jako środki odurzające lub substancje psychotropowe czyli dopalacze.”  Wikipedia uzupełnia: „Pod powyższą definicję można jednak podciągnąć prawie każdą substancję, którą człowiek jest w stanie się odurzyć, a więc także te powszechnie dostępne, np. herbata, czekolada, gałka muszkatołowa, syrop przeciwkaszlowy, klej.” Moim jedynym dopalaczem jest „gęsie pióro” i psychoaktywne działanie polszczyzny na emigrancki mózg, odurzony angielską herbatą oraz dietą dizajnerskich grzybów i warzyw.
Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim piątek, 9 września 2011©

Reklamy

Tagi: ,

Komentarzy 6 to “16.Dopalacze i Mrzonki Ciuciubabki”

  1. signe Says:

    utonąć w utopii: nie ma na to lepszego miejsca,
    a poza tym dzięki za mżurki, piękne słowo, pierwszy raz widzę, i za cały esej snowy, bo ja myślę, że on jest o tym:)
    wrócę postudiować,
    to, że nie oddziela się śnienia od marzenia bardzo mnie zawsze zdumiewało, bo to całkiem inne jakości, dlaczego mądrzy ludzie dawni zrezygnowali z rozróżniania, niemożliwe, żeby przez niepojmowanie, starożytni wiedzieli o psychice wszystko!!!
    myślę, jak tu Ciebie trochę zmałpować, hm:)

  2. stefan Says:

    signe, ja się utopiłem w utopii gdy miałem 8 lat. Teraz wynurzam się na krótkie chwile, aby łyknąć kwark ozonu. Masz rację, że jest o śnieniu i zmrużaniu oczu Małpuj śmiało, bo moja pisanina dla Ciebie jest bez kopyrajtu. Ale dlaczego mówimy „senne marzenia”? Ja o niczym nigdy nie marzę w snach, ale podejrzewam, że sny to taki surowiec z którego lepimy sobie marzenia. Wątpię czy marzenia nadają sią do recyklingu na sny. Chyba nie. Wracam do moich wielookich przywidzeń Burczymuchy 😉

  3. signe Says:

    tak naprawdę sny prawdziwe są raczej koszmarami, te cuda do wymarzenia zdarzają się rzadko,
    więc ja nadal nie wiem,
    ludzie nabierają się na fantastyczność? sny nie są fantastyczne, nie są fantazjami, to inne światy i nic się po prostu nie rozumie po naszemu,
    wolałabym, żeby mi się sny nigdy nie wymarzyły, tego już mogłabym nie znieść…
    a marzenia na sny…
    one tam sobie może coś z marzeń podskubują:)
    felieton ten szczególnie lubię, rzecz jasna i dzięki za zaproszenie małpiarskie:)

  4. stefan Says:

    signe: pole snów to galaktyka wielu kategorii. Czasem wpadam w koszmary, częściej wędruję po ciemnych miastach i nudzę się. Sny to scenariusze niespełnionych wydarzeń w bezczasie, albo wizje dalekiej przyszłości albo nigdy nie mające ani początku ani końca seriały własnych i cudzych myśli. Piszac te felieton myślałem przelotnie o Twoim blogu śnień. 🙂

  5. signe Says:

    jesteś drugą osobą na świecie, która miała odwagę powiedzieć, że się nudzi w snach:)
    ja się nie nudzę, przeciwnie, ale zjawisko istnieje!!!
    aż mi się zachciało zastanowić, czym są moje sny… powiększone wersje tego, co ledwie ledwie jest lub zaczyna być jawne, sny się nie upierają przy jednej wersji, mimo że pewnych swoich linii trzymają się z żelazną konsekwencją…
    ciemne miasta znam, jednym z nich jest Londyn snowy:)

  6. stefan Says:

    signe: gdy sen jest ważny albo intrygujący, to go zwykle pamiętam. Reszta to jest tak ciekawa jak siedzenie na balkonie i obserwowanie obcych ludzi i samochodów na ulicy.
    Możliwe że trzeba mieć talent do pamiętania ciekawych snów. Sny zmieniają się z wiekiem. Podoba mi się Twoja wersja powiększonych skrawków jawy – może dlatego na starość sny stają się nudne, bo nic się nie zaczyna…Ciemny Londyn?hmm, to brzmi interesująco chociaż nie wiem co to znaczy. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: