17. Terefere kuku w poezji giełkotu

„To mi zaś w angielszczyźnie najmilszym się zdało,
Że niewyraźność wdziękiem, nawet sztuką całą:
Jeden stara się ukryć, drugi zgadnąć słowa,
Tak zawsze jest zabawa, choć nudna rozmowa.”
A.Fredro: Cudzoziemczyzna
Czcza gadanina to język wielu polityków, reklamiarzy, propagandzistów itp, którzy karmią swój brak treści opowiadaniem głodnych kawałków. Chyba nie ma takiego języka na świecie, w którym nie da się paplać o niczym i byle czym. Poezja też może być naładowana pięknym nonsensem, co Leopold Staff dostrzegł w wierszach Ildefonsa Gałczyńskiego. ” Pokazałeś w wesołej herezji/ Przez swe fraszki fiołkowe i gęsie/ Ile jest nonsensu w poezji/ I ile poezji w nonsensie.”  Anglicy mają sporą zbieraninę słów na określenie ich własnych bredni, banialuków, smalonych dub i plecenia trzy po trzy, z którymi warto się zapoznać z bliska, aby uniknąć towarzyskich gaf.. Moim ulubionym angielskim określeniem na „stek bzdur”, jest codswallop, często z dodatkiem „a load of old codswallop. To powiedzonko pojawiło się po raz pierwszy w brytyjskim programie telewizyjnym pod koniec ostatniego stulecia, ale jego pochodzenie to „zgaduj zgadula”.  „Cod” ma wiele różnych znaczeń- od ryby (wątłusz) do tzw „mieszka” (ang. codpiece), które mężczyźni nosili w średniowieczu w kształcie woreczka, przytwierdzonego na przodzie spodni. Od tego worka wywiodło się słowo „moszna”, które można znaleźć także jako nazwę pięknego zamku w woj.opolskim i podlubelskiej wsi. „Wallop” ma co najmniej dwa znaczenia: jedno to „walić, bić”, a drugie, częściej słyszane w knajpie to „lura” (o piwie). Najbliższy polski odpowiednik to gwarowe ” robisz sobie ze mnie jaja”, ale przy dzisiejszej modzie na polglisz, możemy mówić „ech, to taki kotsłolop”. Inne okreslenie, claptrap wyłoniło się z teatru lub izby gmin, gdzie określano nim słowo lub gest, którego celem było wywołanie oklasków lub podobnych reakcji od słuchaczy (dosłownie pułapka na oklaski). Drivel to ślinotok u dorosłych ludzi, którzy już nie noszą śliniaczków, ale w oratorskim zapale wciąż potrafią pleść co im ślina na język przyniesie. Na „gadasz bzdury” sięgam zwykle do angielskich „rupieci” – rubbish, które da się zastąpic dla rozmaitości słowem: garbage. Znaczenie jest to samo, ale są subtelne różnice w zależności od okoliczności i osoby, z którą rozmawiamy. „You are talking absolute rubbish” (mówisz bzdury), ale gdy ktoś np twierdzi, że polityk wygłosił piękne przemówienie, a ja się z tym nie zgadzam, właściwą reakcją może być „it was total garbage!” („pleć pleciugo, byle długo”)  Hogwash przypłynął do miejskiej gwary ze wsi, bo to nic innego jak pomyje dla świń, które nabrały znaczenie „lury” albo „dub smalonych” drukowanych w brukowcach. „Duby” to osmalona pozostałość słowa „dąb”, które w pogańskich czasach było świętym drzewem. Nieco łagodniejsze znaczenie ma balderdash, którym Anglicy nazywali pierwotnie jakąś mieszaninę trunków i napoi jak np piwo z winem, albo wino z mlekiem (gorące mleko z koniakiem to inna sprawa). Stopniowo nastapiło przesunięcie semantyczne i sto lat temu  to słowo było używane na określenie albo jakiegoś idiotycznego bełkotu albo „tłustych kawałów”. Dzisiaj balderdash ma raczej staroświecki wydźwięk, tak jak jemu podobne frazy „stuff and nonsense” albo „tall story”.  Jedno slówko, które mnie zachwyca z bliżej niewiadomych powodów to gobbledygook, które przywędrowało do Anglii z Ameryki. Używane jest zwykle do określania żargonu naukowców, nadętych dygnitarzy i tym podobnych gwałcicieli czystości mowy. Jest to prawdopodobnie dźwiękonaśladowcze słowo, którego źródłem było gulgotanie indyków. Jednym z polskich słów podobnych do gobledyguka jest bełkot przekształcony w „giełkot„, którym posługują się nasi domowi poligloci w parlamencie naszej zjednoczonej Jewropy. Dawniej mówiliśmy o „austriackim gadaniu” albo „tureckim kazaniu”, teraz możemy nareszcie pokiwać głową z uśmiechem zrozumienia, gdy usłyszymy węgierskich europosłów mruczących „terefere” o popisach ich kolegów z innej partii. Naszym rodzimym dodatkiem do tego wędrownego słowa jest reszta tej rymowanki ” terefere kuku, strzela baba z łuku”.  Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim piątek, 16 września 2011©

Reklamy

Tagi:

komentarze 2 to “17. Terefere kuku w poezji giełkotu”

  1. signe Says:

    właśnie wpadam w pułapkę na oklaski, nie mam wyjścia:)
    indycze słowo podoba mi się!!!

  2. stefan Says:

    signe: piątkowa pół łapka dla niebacznych.;) A jednak mimo jeziornych zauroczeń pamiętałaś o gęsim pierzu. Ładnie, dziekuję. Indyki gulgoczą ale cały ten felieton specjalnie dla polskich nowych emigrantów. Od czasu do czasu tak muszę.
    Gudnajt 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: