20.Powyborczy Pion „Ryzyków”

 Piszę ten felieton w dzień wyborów i nie mam pojęcia jakie „ryzyka” trzepoczą się dziś nas urnami, w które wlatują z szelestem papierowe „głosy” moich rodaków. Największym ryzykantem w tych rogrywkach politycznych jest całe społeczeństwo. To my, jako wolni ludzie, idąc za głosem rozsądku, serca, nawyków myślowych, wrażliwości na podszepty progandzistów, wiary w cuda i samopoczucia w tym dniu. decydujemy dziś o losach naszego kraju przez następne cztery lata. Mam nadzieję, że nie będzie zbyt wielu uciekinierów od urny i że wynik będzie pomyślny dla nas wszystkich. Amen.

Pion
Ten prosty i genialny instrument mierzył pionowy kierunek siły ciężkości i takie było jego znaczenie, dopóki nie pojawiły się zakute łby biurokratów PRLu, którzy wymyślili hordę przedziwnych znaczeń dla pionu w każdej niemal organizacji – od szkolenia (pion zawodowy) do przemysłu, handlu i wielu innych dziedzin ludzkiej działalności, gdzie pionem określa się „dział obejmujący prace tworzące zamkniętą całość”. W Anglii takie coś  nazywa się department, section, bo pion to plumb(-line) do pionowych pomiarów. Jak się ten angielski plumb przemienił w polską plombę dentystów, to już inna historia. W naszym cudacznym kraju, dawne departamenty, wydziały, oddziały i sekcje przebrały się w piony. Zerknąłem poziomo na piony Banku Pekao S.A i trudno mi było uwierzyć, że to nie jest jakiś internetowy żart: Ten bank ma jedenaście pionów, a wśród nich jest jeden dziwoląg: Pion Zarządzania Ryzykami. Na pierwszy rzut oka, pomyślalem, że tu chodzi o słynnego Władcę Medialnego, ale pomyliłem się. Oto wyjaśnienie: „Misją Pionu Zarządzania Ryzykami jest tworzenie kultury ryzyka kredytowego w Banku, tworzenie struktury zarządzania tym ryzykiem oraz rozwijanie niezbędnej wiedzy na wszystkich szczeblach organizacji. Identyfikujemy, zarządzamy i kontrolujemy ryzyko rynkowe. Rozwijamy i umacniamy kulturę ryzyka operacyjnego Bank PKO.”  Misjonarze Banku Pekao nie mają widocznie Pionu Poprawnej Polszczyzny, co jest karygodnym przeoczeniem, które zagraża kulturę ryzyków. Mam straszne podejrzenia, że w Pionie Zasobów Ludzkich pracują same pionki: w gwarze sądeckiej – chłopy,  w giełkocie szachistów-bierki, a metaforycznie o ludziach manipulowanych rękami pionierów kultury ryzyków ortograficznych. (www.pekao.com.pl)
Z teki nieporadni językowej
Przyłączam się do oklusków dla Poradni: udało mi się parę lat temu obstalować newsletter i od onego czasu co rano (o 6.30!) dostaję mejla ze świeżą porcją pytań i odpowiedzi od prof. Bańki, Jana Grzeni i inszych gigantów.”  Brawo! Celny dodatek do mojej teki literówek. Okluski to zapewne taki ślamazarny i ciepły klon rzęsistych oklasków, chociaż rzęsy na takim klaskaniu są rzadko dostrzegalne. Na marginesie tej smacznej literówki, powinniśmy się może zastanowić się  nad psychologią klaskania. Wielokrotne uderzanie dłonią o dłoń jest bezsłownym wyrazem pochwały dużej grupy widzów lub słuchaczy dla kogoś lub czegoś, czasem w połączeniu z wykrzykiwanym słowem „brawo!”. Takie oklaski mogą być burzliwe, frenetyczne i długo trwające. Powolne klaskanie połączone z gwizdaniem jest natomiast sygnałem wrogości tłumu. Krótki gwizd bez poklasku może być łobuzerskim komplementem dla przechodzącej ulicą „laski” – popularna dziś adaptacja dawnej „girlaski”. Oklaski to także towar zwany klaką, którą można kupić od zawodowych klakierów. Psycholodzy pouczają, że celem klaskania jest szybkie uwięzienie między dłońmi małego bąbelka powietrza, który po ściśnięciu eksploduje, powodując hałas zwany oklaskiwaniem. Jego efektem jest rzekomo uwolnienie w mózgu hormonów dających uczucie przyjemności. Spontaniczne klaskanie, nawet w trakcie rozgrywającego się na scenie dramatu, sprawia nam radość, większą nawet od tej, którą odczuwa polityk lub aktor. Ciekawą odmianą gromadnego klaskania jest indywidualne, jednorazowe uderzenie w dłonie, zwykle z okrzykiem „dość!” Psychologia tłumaczy, że taki poklask jest konwulsyjny i oznacza coś co się kończy lub zaczyna, nagłą przerwę w  upływie czasu. Trafnym symbolem tej nagłej zmiany jest  „klaps” (clapper-board) – drewniane deseczki, których trzask sygnalizuje koniec jednej sceny w filmie i początek drugiej. W naszym życiu też tak bywa.
Felieton ukazał się w Dzienniku Polskim w piątek 14  października 2011.

 

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarzy 6 to “20.Powyborczy Pion „Ryzyków””

  1. signe Says:

    uwalniam teraz mały, eksplodujący bąbelek powietrza:)
    lubię te felietony, czytając je zostałam wciągnięta w sieć ryzyk: umysł mi się przekręca, zwierzęta wpadają w ekstazy i wszystkie łapy zajęte okluskami, więc dzięki:)

  2. stefan Says:

    signe: to mi całkowicie wystarczy na wiecorny posiłek duchowy: jeden bąbelek jako początek rzęsistych oklusków.
    Ze smażonymi ryzykami. Dzięki Ci i stforzeniom. Redaktor odrzucił ten felieton bo było w nim zbyt wielu ryzyków. Niestety 😦

  3. signe Says:

    naprawdę? taka wspaniała, jawna cenzura?
    ojej, muszę głosować:)

  4. stefan Says:

    signe: moja wina, bo zapomniałem, że piątkowe wydanie jest weekendowe a przecież jutro obowiązuje cisza przed- wyborcza, a ja tu o okluskach i ryzykach. Jawna propaganda
    😉 Głosuj za mnie bo ja nie mam głosu 🙂

  5. signe Says:

    nie ma!!!!
    gdzie felieton piątkowy?
    gdzie on jest???
    dzień dobry:)

  6. stefan Says:

    signe: ten felieton ukazał się przedwcześnie, bo myślałem. że redaktor go wyrzucił, a on się tylko zagubił. Ukazał się dzisiaj w lekko zmienionym tkście. Wybacz rozczarowanie, ale Dziennik ma pierwsze prawo publikacji dobranoc 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: