21.Pieszczotliwe Polskie Ptakotki

Na samą myśl o nagminnych w polszczyźnie pieszczotliwych zdrobieniach, rumienię jak flamingo po obfitym śniadaniu z krewetek. Dzięki ci, angielszczyzno, że pokazałaś mi ten język, gdzie prócz kilku ostrożnie neutralnych pieszczotliwych zwrotów do ukochanych, osób, słowa są jakie są i nikomo do głowy by nie przyszło mówić językiem bobasków, bo tutaj nawet bobaski mówią normalnie. Nikt nie zaprasza mnie na kufelek piwka albo kieliszeczek wódeczki ze śledzikiem w śmietance. Do ukochanej kobiety wolno mi powiedzieć „darling”, chociaż to słowo zostało porwane przez bractwo aktorskie, gdzie każdy jest „darling”. Kelnerki w podrzędnej kafejce nazywają każdego „love”, chociaż tego nie należy traktować jako wyznania miłości. Angielski język nie nadaje się do takich zdrobnień w jakie obfituje moja rodzinna mowa. W rozmowach rodzinnych lub między kochankami padają czasem takie słowne dziwolągi jak „sweetie pie” (słodki pierożku), „pet” (zwierzak-ulubieniec), „doodums” (nie do przetłumaczenia), ale imion nie da się spieszczotliwić.

Moja córka ma na imię Anna (wymawia się Ana) i gdybym zwrócił się do niej przez Ania, Anuśka, Hanulka, to spojrzałaby na mnie jak malowane wrota na cielę. Oczywiście, Anglicy mają poufałe wersje imion jak Robert-Bob, Henry-Harry, Margaret – Peggy etc, ale nie ulegają one zazwyczaj dalszym zdrobieniom w stylu Antoś, Antolek, Toniek, Toluś itd. Nie mam pojęcia, czy ta polska pasja do zdrobnień ma jakieś chorobliwe podłoże psychologiczne czy może jest wrodzoną skłonnością do ukrywania naszej normalnej kłótliwości i agresywności w takich zmielonych na drobną kaszkę powiedzonek. „Nie bądź taką świnką, bydlątkiem, głupkiem…” brzmi mniej zadziornie. W polskiej rzeczywistości zdrobnienia często nie mają nawet uczuciowego podłoża. Policjant wlepia ci mandacik, który będzie cię kosztował złotóweczki, ale to drobnostka, która rozpływa się w takich właśnie czułostkach. Wątpię czy cudzoziemiec, nawet gdy opanował trudności naszego języka, mógłby swobodnie władać niesamowitą ilością słów, rozkruszonych na bezmyślnie pieszczotliwe warianty. Nie wiem czy Jasio mówi do swej ukochanej: „daj dzióbka, koteczku”, ale jeśli on  nagrywa wszystkie swoje rozmowy, może kiedyś jakiś badacz znajdzie jego magnetofony w śmietniku i będzie zastanawiał się nad tym mitycznym stworzeniem – ptakotem.

Mormyszki i kiełże

Z sieci internetu często wyławiam egzotyczne polskie słowa, których nie ma w żadnym z moich licznych słowników. Idąc lekko i raźnie (bo tylko w mojej wirtualnej rzeczywistości), jakimś szlakiem eko-turystycznym zawędrowałem na pojezierze mazurskie do wioski Ogonki nad jeziorem Święcajty. Nazwa tego jeziora pochodzi od staropruskiego słowa „świeta – toń”.

W sielskich Ogonkach, piszę jakiś oczarowany wędkarz., „ryby biorą” co, w żargonie rybołówców, znaczy że dają się złowić na przynętę. Jako nastolatek  łowiłem ryby (zwykle kiełbie itp) na robale, muchy a czasem ulepioną kulkę chleba. Teraz są w modzie sztuczne przynęty w postaci „mormyszek kiełży” które, jak zapewnia reklama, wabią „niezdecydowane ryby”. Osłupiałem, bo nigdy by mi nie przyszło do głowy, aby studiować rybią psychologię, zanim usiądę z wędką nad hampstedzkim stawem. Tutaj napomknę, że polscy wędkarze w Anglii mają paskudną reputację, bo nie wiedzą, że Anglik łowi ryby dla sportu, nigdy w zamiarze smażenia ich na kolację. Każdą schwytaną rybę należy odhaczyć, przeprosić i wrzucić do wody. Jeśli jest imponująco wielka, można ją tylko sfotografować na pamiątkę.

Latający talerzyk

Niby takie skromne słowo codziennego użytku, ale w jego rodowodzie i skojarzeniach ma przedziwne znaczenia. W początkach swego istnienia talerz (niem. Teller) służył głównie do krajania mięsa i jarzyn na kawałki i talarki i miał pochodzenie francuskie: „taillier- krajać, rżnąć”, z czego Anglicy zrobili sobie „krawca-tailor”. Elegancka „talia” czyli wcięcie w pasie  ma ten sam korzeń, który tkwi ostatecznie w łacińskiej „talus- kostka skokowa, pięta, odcięcie”. Angielski „teller” to nie talerz, tylko narrator, kasjer albo taki facet, który liczy głosy wrzucone w urnę wyborczą.  Latające talerzyki z gwiezdnych szlaków to już inna historia.
Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim piątek, 21 października 2011©
 

Reklamy

Tagi: ,

Komentarze 2 to “21.Pieszczotliwe Polskie Ptakotki”

  1. signe Says:

    nie mogę się odhaczyć:)
    jak to rybę odhaczyć, to w ogóle straszny temat i rzecz, i pomyśl tylko, jak można się fplątac w jedno zahaczenie w takim felietonie, gdzie od Mazur po francuskie talerzyki, wszystko jest…

    aha, jeszcze mormyszki…
    zaczynam sobie powoli wyobrażać Twego przeciętnego (!) czytelnika::)

  2. stefan Says:

    signe: fszyscy moi czytelnicy płci obojga są nieprzeciętni i dlatego próbuję dorastać słownie do ich poziomu nieprzeciętności. Co nie jest łatwe. Stąd te pląsy od mazurskich jezior do myrmyszek i latających talerzyków. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: