29.Chleb, Pochlebstwa i Przylepki

„…Polacy pochlebstwo nazwali
I pochlebców od tego, że po chlebie cudzym
Pochlebcy zwykle biegać, za chleb pochlebiając
K.Opaliński: Satyry
Słowa to mój codzienny chleb. Jako emigrant musiałem nauczyć się jak przerabiać moją rodzinną mowę na angielski chleb, pieczony w ogniu moich dziennikarskich ambicji. Schlebiałem sobie, że moje bochenki będą smakować anglosaskim czytelnikom i nie zawiodłem się. Po pewnym czasie doszły do mnie pierwsze pochlebstwa, bo moja nieco egzotyczna angielszczyzna łagodziła zapewne niestrawny zakalec finansowego żargonu. Dziś mogę nareszcie ugniatać polską mąkę na przaśny chleb rodzinny, powierzając mój wyrób sprawnej piekarni Dziennika. Porównanie słów do chleba bylo celowe, bo słowa, tak jak chleb są jedną z wielu form energii. Przez wiele lat zarabiałem pisaniem na chleb z omastą, a to że dziś zadawalam się skromną przylepką felietonową , nie znaczy że muszę głodować, bo jest jednak smarowana słodkim miodem pochlebstw moich Czytelników. Słowo „chleb” jest adaptacją dawnej niemieckiej nazwy pieczywa – „Laib” (goc. hlaifs, ang. loaf i lord-chlebodawca) W starej jak świat anegdocie, polski chłop-emigrant we Francji idzie do sklepu, ale nie wie jak jest chleb po francusku. Nie może się dogadać ze sklepikarzem i wreszcie, rozzłoszczony, wrzeszczy: „pocałujta mnie w d…!” Na co rozpromieniony sklepikarz wyjmuje spod kontuaru bochen chleba i mówi: ” Ah! voila!! du pain !” (wym. pę) Chłop wraca do domu i mówi do żony: ” Co za odmieńcy, te Chrancuzy. Trza psioczyć zanim ci dadzą chleb!” W Hiszpanii wystarczy powiedzieć po polsku: „jak sie pan ma” i też dadzą ci chleb.Ten „pan” pochodzi od łacińskiej nazwy „panis”, która utrwaliła się w znanej regule rzymskiego rządzenia: „panem et circenses” – chleb i cyrk”. Jednak nie wiele zmieniło się przez tysiące lat, tyle że dziś cyrki nazywamy telewizją albo, generalnie, entertejmentem.
Pieczywo istnieje dziś w różnych formach i dlatego mogę kupować w supermarkecie bagietki i croissanty z Francji, razowiec z Irlandii,  hinduskie podpłomyki i nawet polski „przaśny”. Ciepły, chrupki bochenek chleba czy kajzerka prosto z pieca na półki piekarni, to dziś w Anglii rzadkość, nostalgiczna pamięć dawnych, dobrych czasów.  Lud mówi, że bez pracy nie ma kołaczy, ale ten rodzaj pogańskiego pieczywa pojawia siię tylko na dożynkach, jako symboliczny podarunek na powitanie Prezydenta.
Świąteczne Frajdopsuje
Moja anglo-polska dwujęzyczność kusi mnie ciągle do tworzenia nieznanych słów w obu językach, bo irytuje mnie ich uporczywa wzajemna nieprzetłumaczalność. Moje amatorskie próby  zlepiana nowych słów mają pewne szanse powodzenia w obecnym klimacie Wspólnoty Europejskiej i wielojęzycznej Wikipedii. Słowotwórstwo ma w sobie pewną spontaniczność, napęd chwili, gdy nam brakuje określenia jakiegoś zjawiska w tym czy innym języku i wtedy samodzielnie wyskakuje neologizm. Są szanse że taki noworodek przeżyje w blogosferze, w czatach, emajlowych zakamarkach i po wielu latach znajdzie się nawet w słownikach. Niektóre słowa mają niesłychaną żywotność, inne nikną jak nocne ciemki połknięte przez bezszelestne nietoperze z Wieży Babel. Zbliżają się szybko trzydniowe Święta Bożego Narodzenia, a po nich Sylwester i Nowy Rok, co wymaga od nas wszystkich dużo dobrej woli, przyjaznych gestów, całusów po gałązką jemioły i dorocznego wysyłania kart z aniołkami do zapomnianych znajomych i kuzynów z piątej wody po kisielu. To są dni dla przylepek, a nie dla osób, które psują dobrą atmosferę kwękaniem, kłótliwością i pesymizmem. W angielskim są trzy słowa, które dobrze określają takie osoby: spoilsport, killjoy i wet blanket.  Gdyby był w polszczyźnie rzeczownik „psuj”, mój problem byłby, choćby częściowo, rozwiązany. „Frajdopsuj” może być zwięzłym  określeniem takiej osoby, która napełnia wiadro zimną wodą i chlusta nią na głowy bawiących się wesoło gości i gospodarzy. Subtelne różnice semantyczne między tymi trzema angielskim synonimami, zmuszają mnie także do stworzenia „uciechoboja” (killjoy) i  „mokropleda” (wet blanket) ale chwilowo wystarczy mi „frajdopsuj”, bo jest w nim ukryty warczący złowrogo pies jak i czasownik psuć. Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,  piątek,16 grudnia 2011 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi: ,

komentarze 2 to “29.Chleb, Pochlebstwa i Przylepki”

  1. signe Says:

    tak, jest w tym warczący pies, w części frrrrajdowej, a poza tym kupiłam jemiołę:)
    wymyślaj wyrazy, proszę Cię bardzo, może jakiś słowniczek….
    mała prośba wiernej zaglądarki:)

  2. stefan Says:

    signe: zaglądarce z jemiołą nie potrafię się oprzeć:) Ja musiałem kiedyś widocznie umieścić małą gałązeczkę jemiołki za uchem, bo wszyscy chcą mnie całować, a ja nie wiem dlaczego.:-o A może dlatego że ze mnie taka stara przylepka? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: