34.Czekanie na cud i sabat ciot

I proszę, jak opiewać współczesne wypadki;
Zamiast mitologii są naoczne świadki.
Potem, jest to wyraźny, święty przepis sztuki,
Że należy poetom czekać—aż—aż—
A.Mickiewicz: Dziady
Jako naoczny świadek wydarzeń na przestrzeni dwóch stuleci, mam takie dziwne przeczucie, że w tym roku będziemy wszyscy czekali na coś z zapartym tchem. Korzenie słowa „czekać” kryją się w mroku prasłowiańskiego „czajati – mieć nadzieję”, które czai się także w czasie, oczajduszy  i cykorii podróżniku zwanej dawno temu „czakanką”. Czekanie to patrzenie na zegarek („gdzie jest ten autobus, pociąg, wymarzona randka w ciemno?!), niezmiennie wymagające anielskiej cierpliwości, dużej dawki optymizmu i wiary w mądrość takich  ludowych porzekadeł, jak „co się odwlecze, to nie uciecze”. Życie to odwieczna poczekalnia, w której spędzamy minuty, godziny, dni, tygodnie a także długie lata w oczekiwaniu na cud. Samo słowo „czekać” jest jak wielostrzałowy rewolwer, który musi być naładowany pociskami przedrostków, aby dać mu pełną siłę znaczeń, które mało który cudzoziemiec potrafi docenić. Gdy decyduję się odczekać kilka minut, to głównie dlatego aby nie zawieść oczekiwań mojej znajomej, która nie grzeszy punktualnością. Zaczekać na nią mogę od czasu do czasu, ale moje cierpliwe wyczekiwanie nie znaczy, że będe zawsze tolerował takie zachowanie. Niedoczekanie jej. Nawet jeśli jej słowa: „poczekaj, poczekaj! ja cię urządzę” nie znaczyły, że ma zamiar umeblować moje mieszkanie. Frazeologia czekania w jego wielu postaciach jest też niezwykle bogata. W Londynie często czekam na słońce jak kania deszczu (albo dżdżu), ale jak mam to wyjaśnić to powiedzonko moim angielskim znajomym? I am waiting for a sunny day like a kite for rain? Zdumiony Anglik może nawet zrozumieć, że jest mowa o latawcu, bo kite ma także takie znaczenie. Tylko Polak wie, że kania w locie woła piskliwie „pić…pić” i tak powstało to ludowe porzekadło. Jest ono oparte na religijnej legendzie o tym jak Pan Bóg kazał ptakom oczyścić wodę w stawach, aby miały co pić. Kania odmówiła, bo taka praca mogła by zbrudzić jej piękne pióra i za taką bezczelność Bóg pozwala jej pić tylko krople deszczu na kamieniach.. Irlandzki dramaturg i noblista Samuel Beckett uwiecznił to intrygujące słowo w słynnej sztuce lat pięćdziesiątych „Czekając na Godota”. Jak to celnie opisał recenzent na stronie „Scena Kotłownia”, dwaj bohaterowie sztuki, Gogo i Didi, czekają pod drzewem na tajemniczego Godota „szamocząc się między rezygnacją i nadzieją, wiarą w cud, który jeśli nadejdzie, odmieni ich życie. Wprawdzie cud nie nadchodzi, ale jest iskierka nadziei, która nadaje sztuce optymistyczny wyraz.”
Wiedźmy z Cielczy
W początkach stycznia krajowe media doniosły o „trzęsieniu ziemi” w okolicach Kalisza, Jarocina i Żerkowa. Poza Kaliszem (znany polityk lewicy), nie potrafiłem znaleźć tych pozostałych  miejscowości na mapie mojej wyobraźni. Na szczęście, internet dysponuje teraz satelitarnymi mapami całego świata i po kilku kliknięciach znalazłem nie tylko Jarocin i Żerków, ale także inne miasteczka i wioski w tym rejonie, gdzie szklanki na stołach drżały, szyby dygotały, ktoś spadł z łóżka, a przerażeni mieszkańcy dzwonili do straży pożarnej, dopytując się o przyczyny tych wstrząsów. Wprawdzie cały dramat trwał zaledwie minutę lub dwie, ale nikt nie był pewien co spowodowało tę trzęsionkę. Jedni podejrzewali wybuch dynamitu w głębokich dziurach wierconych przez firmy poszukujące gazu łupkowego w tych okolicach. Geolog, professor Żaba, sugerował „przemieszczenie skał uskoku Dolska”, który to uskok „pamięta jeszcze orogenezę waryscyjską sprzed 300 mln lat”. Tak daleko to nawet moja pamięć nie sięga, ale mam dużo sympatii dla takich starczych podrygów. Epicentrum tego skakania było w pobliżu Żerkowa, ale po zbadaniu kilku wiosek w tej okolicy, moje podejrzenie padło na Cielczę, gdzie wedle lokalnych legend odbywał się dawniej sabat czarownic, zwanych „ciotami”. Czy przelot ciot na miotłach nie mógł spowodować nerwowego trzęsienia stołów, łóżek i szklanek? Kto wie?  Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 20 stycznia 2012 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarze 4 to “34.Czekanie na cud i sabat ciot”

  1. signe Says:

    te sabaty to nieprawda, mówię Ci, kto by teraz tak się zachowywał:)
    a za to z czekaniem tak dokładnie jest, z wszystkimi wyrazami, jakich użyłeś i biedna kania, nie wiedziałam!!!!
    lubię Twoje felietony, one się czymś różnią od notek blogistycznych, chociaż niedużo, nie mogę zgadnąć:)
    pisane w styczniu, bardzo się cieszę

  2. stefan Says:

    signe:wolę soboty od sabatów, ale w Cielczy do dziś młode matki zawiązują czerwone kokardki na wózkach dzieci, bo to jest rzekomo najlepsza ochrona przed ciotami.:) Tak, kania może pić tylko z kamieni, bo ma kamienne serce! Pisząc felietony wiem mniej więcej kim są czytelnicy Dziennika, więc piszę głównie dla nich.W blogu jestem wolnym strzelcem – chybi trafi, a co trafi to mój cel. Dzięki z miły koment 🙂

  3. signe Says:

    nie ma felietonu!!!
    Stefanie, powiesz dlaczego?
    pukpuk:)

  4. stefan Says:

    signe: już jest. Miałem urwanie głowy z wpadaniem w trans czyli niespodziewany sen, a potem zgubiłem felieton który napisałem wczoraj i zniknął bez śladu. Najgorsze było to, że zapomniałem jaki mu dałem tytuł, więc szukanie nie dało rezultatów dopóki nie wpadłem na pomysł szkania na domyślną literę w ukrytych plikach. No i znalazł się ale to był cud. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: