38.Cicha woda, wiraże i mróz

Cicha woda brzegi rwie, 
Nie wiesz nawet jak i gdzie.
Nie zdążysz nawet zabezpieczyć się,
Bo nie zna nikt metody,
Jak się ustrzec cichej wody

Ludwik Jerzy Kern
Nie wziąłem ze sobą na wędrówkę po świecie skiby ojczystej ziemi, ale schowałem za pazuchę spore zawiniątko takich cudów polszczyzny, jakimi są nasze giętkie frazy, porównania i przenośnie. Tę piosenkę o „cichej wodzie co brzegi rwie” zaśpiewał po raz pierwszy w 1954 nestor polskich piosenkarzy, Zbigniew Kurtycz. Mimo podeszłego wieku (92 l) wciąż jest czynny i gdy zaśpiewa ten popularny, stary przebój, publika wstaje jak jeden mąż i lecą rzęsiste brawa. Ziółko to jeden z licznych eufemizmów, takich jak „cicha woda”, które mam na podorędziu w sytuacjach, gdzie bardziej dosadne określenie nieznośnego bękarta sąsiadów mogłoby stworzyć między nami długoletnią wendetę albo narazić mnie na ripostę:” słoma ci z butów wyłazi, chamie!” Cham, jak wiadomo, był starszym synem patriarchy Noego, który przeklął go po pijanemu za brak szacunku dla jego nudystycznych popisów. Chamstwo w Polsce jest dziś, niestety, słyszane wśród wszystkich wartsw społecznych, głównie w postaci niezwykle popularnego słowa, które wprawia Anglików w zdumienie. Pytano mnie już kilka razy, dlaczego nowi emigranci z Polski rozmawiają tak często o wirażach na drodze (curves)? Dlatego chyba, że alternatywne eufemizmy, takie jak „pracownica seksualna”, kobieta lekkich obyczajów czy zlekka staroświecka „córa Koryntu” nie mają tego samego dźwięcznego przekazu. Tłumaczę moim sąsiadom, że tak jak oni mówią „rats”, „dammit „, „blady hell” albo „foka”, tak my mamy nasze kerwy. W każdym języku jest zapotrzebowanie na takie krótkie słowa-wykrzykniki, w którym rozładujemy nasze emocje. Wspomniane „ziółko” sąsiadów mógłbym także nazwać ananasem, albo wyrazić zdumienie, że ich gagatek robić takie numery. Takie eleganckie opisy bardziej ryzykownych części ciała jak „miejsce gdzie plecy tracą swa szlachetną nazwę” albo „cztery litery” są z pewnością obce młodym pokoleniom, które wolą nazywać rzecz po imieniu zamiast bawić się w zawiłe omówienia. Popularny dziś w wielu krajach „politycznie poprawny” język stworzył liczne dziwolągi w rodzaju „słyszący inaczej”, „sprawny inaczej” lub „odmiennej orientacji seksualnej” zamiast „głuchy, inwalida i zboczeniec”. Niektóre zmiany mają na celu eliminacje zapyziałych uprzedzeń i przywrócenie lepszego samopoczucia dla niepełnosprawnych osób, do których zaliczam starych ludzi. Nie podoba mi się, gdy ktoś w zasięgu mojej głuchoty mówi o mnie „wapniak” albo „zramolały dziadyga”. O wiele lepiej podoba mi się i brzmi zachęcająco „młody inaczej” lub „odmiennie rzeźki”.
Mroźny zgryz
Moja wirtualna sąsiadka, pani Krystyna z Warszawy (w internecie każdy jest moim sąsiadem), doniosła mi parę dni temu, że stolica jest w okowach mrozu i dookoła widzi się ludzi okutanych w trzy swetry, dwa szaliki, futrzane czapy z nausznikami i buty okute na luty. W Londynie nie mamy jeszcze minus 30 stopni, ale takie temperatury zimowe wryły się w moją pamięć młodych lat. Pzy takim mrozie oddychanie przez nos jest trudne, bo wilgotne dziurki w nosie zamarzają, a gdy się splunie, to na ziemię spada bryłka lodu. Na mróz nie pomoże poprawność polityczna bo, niestety, te kąśliwe temperatury nie są „upałem inaczej”. Odmrożenie to jedno z tych dziwacznych słów o dwóch skłóconych znaczeniach. Siarczysty mróz często powoduje odmrożenie wrażliwych na niską temperaturę części ciała: policzki, uszy, palce u nóg i rąk. W dzieciństwie słyszałem mrożące krew w żyłach opowieści o kimś, kto wyszedł na dwór bez nauszników, a gdy wrócił do domu i potarł ucho, to mu odpadło. Tutaj bardziej pasuje mi angielski „frost bite – ukąszenie mrozu” niż polskie odmrożenie, które kojarzy mi się bardziej z wyjmowaną z zamrażarki żywnością niż uszkodzeniem nieszczęsnego ucha. Każdy mroźno- odporny mieszkaniec Polski wie, że w tym miesięcu trzeba się opatulać i zakutać w co się da, byle tworzyło ochronę przed kłami bezlitosnego mrozu. „Kutać” to starodawne „uspokoić”, ale także coś skutecznego.. „Opatulić” to nic innego, jak przytulić się do ciepłych ciuchów, od prasłowa „tuł” – schowek, pokrycie. Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 17 lutego 2012 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi: ,

komentarze 2 to “38.Cicha woda, wiraże i mróz”

  1. signe Says:

    oj, no:) już nie ma odmrożeń ani zamrożeń, śnieg sypie i plus jeden celsjusz,
    a dlaczego kutia nazywa się kutia?
    lubię Twoje felietony, w piątki jest czytanie dłuższe:)

  2. stefan Says:

    signe: ja pisałem przecież o Twoim śnie, w którym słowo „zimno, zimno” powtarza sie kilka razy 😉 Czas jest złudzeniem i dlatego wolno mi było pisać o czymś przedtem a Tobie śnic potem.Kutia to z greckiego kukki, wczeżniej kokkos, bób, chociaż to pszenica z miodem i makiem. To jest czytanieb weekendowe 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: