39.Dyndała. Borsch i Nomen Omen

Duch języka objawia się w tych słowach, które nie dadzą się przetłumaczyć: humbug, business, trust, comfort, esprit, menu…Z polskich: bałaguła, barszcz, pieniactwo, krupnik.”
Adolf Nowaczyński: Skotopaski sowizdrzalskie
Gdy przeciętny Polak usłyszał dawniej obce słowa, jego naturalny instynkt kazał mu  jak najszybciej oswoić je na polskie dźwięki. Dziś jest inaczej. Nie podoba mi się to lenistwo w adoptowaniu angielskich słów bez zmian na polskie odpowiedniki, ale muszę wziąć pod uwagę prosty fakt, że naszą codzienną mowę tworzy całe społeczeństwo.Te wszystkie butiki, puby, grile, biznesy i wiele innych pożyczek to nie tylko i nie koniecznie brak słowotwórczego polotu albo ich nieprzetłumaczalność, o której pisał Nowaczyński ponad sto lat temu.. Dobry tłumacz może łatwo uciec się do jakiegoś neologizmu, albo do blisko-podobnego słowa, tak jak to np robił świetny przekładowca przedwojenny Boy-Żeleński, przetwarzając Molierowskiego Georges Dandin’a z komedii „Mąż pognębiony” na polskiego ćwoka Grzegorza Dyndałę. „Dandin” to w dosłownym tłumaczeniu „gamoń” ale czasownik se dandiner – kiwać się, można było łatwo skojarzyć z polskim „dyndaniem”. Niestety, akademicy, poeci i tłumacze mogą tworzyć piękne neologizmy polskie, ale to wcale nie znaczy, że one wejdą do słowników i zostaną zaadoptowane przez gadające społeczeństwo. Dyndała jest znany jedynie z powiedzenia ” sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”, ale nie jest ono ani potocznie znane ani często używane. Podejrzewam, że ludzie wolą  „biznes” od „interesu”, bo to polskie słowo posiada wiele znaczeń, które nie mają nic wspólnego z wąsko rozumianym przedsięwzięciem handlowym lub produkcyjnym. „A to ładny interes!” nie jest pochwałą sklepiku na rogu, tak jak angielski „mind your own business” nie jest ostrzeżeniem przed złodziejami, lecz przed wścibstwem – „nie wsadzaj nosa do cudzego prosa”. Fraza „budzić interes” nie należy tłumaczyć na „budzenie biznesu”, natomiast angielski zwrot „MSZ means business in offering financial help for the emigrant press” budzi nadzieję, że MSZ nareszcie traktuje poważnie dotacje finansowe dla biznesu, który jest źródełkiem moich skromnych dochodów. Angielski „humbug” to nieco spolszczona francuska „blaga –blague”, ale w polskim to zwykłe „łgarstwo” od dawno zapomnianej „łgy – zmyślonego słowa”. Francuskie „menu” jest krótkie i dla turysty-cudzoziemca łatwo zrozumiałe. „Jadłospis” jest rozlazłe i wygląda jak nazwa egzotycznej polskiej kiełbasy. Jeśli chodzi o „barszcz” to kupuję w lokalnym Tesco ten nostalgiczny polski przysmak w proszku. Na torebce jest dość dziwny tekst angielski: „Instant Beetroot Red Borsch Soup” czyli „Ekspresowy Burak Czerwona Zupa Borsz”, Hmm, pewnie Anglik i tak nie kupi, ale ja mam także polską nazwę „Barszcz Czerwony Ekspresowa Zupa Instant.

Nomen Omen

Słowa mają w sobie ukrytą siłę skojarzeń, która widocznie działa jak swego rodzaju magnes. Rodzaj pracy, zawodu, nazwa  miejscowości, ulicy, drugiej osoby lub grupy ludzi często w przedziwny sposób przyciąga ku sobie kogoś o nazwisku lub imieniu, które pasuje jak ulał. W moim sąsiedztwie był kiedyś salon fryzjerski, którego właścicielem był pan Nut czyli po polsku Orzech. W jego zakładzie pracowała młoda manikurzystka, która miała na imię Hazel (leszczyna). Po pewnym czasie Nut ożenił się z Hazel, która od tego momentu stala się panią Hazel Nut (leszczynowy orzech ). W Bieszczadach działa magnes Arktyku, bo w gminie  Lutowiska wójtem jest Krzysztof Mróz. Wieś Stuposiany w jego gminie jest znana jako bieszczadzki biegun północny, gdzie temperatury w pierwszych dniach lutego spadły do minus 34C. Dyżurny prognostyk z Instytutu Meteorogii, która przepowiada taki syberyjski ziąb, nazywa się Julita Cedzyńska-Ziemba, a zięba to ptaszek, który „frigore cantat – śpiewa w zimie” i dlatego ma łacińskie miano „Frigella”. . Zatrzymany przez drogówkę wójt Słupska, Mariusz Chmiel, przyznał się że był podchmielony. Dr.inż Ryszard  Śnieżyk jest specjalistą od ciepłownictwa. Dr prof Jerzy Choróbski był odkrywcą istnienia włókien nerwowych i wykładowcą neurochirurgii na UW. Na webie jest bez liku tego rodzaju zbieżności nazwisk i wydarzeń, które bezustannie wprawiają mnie  w niemy podziw. Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 24 lutego 2012 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi: ,

Komentarze 2 to “39.Dyndała. Borsch i Nomen Omen”

  1. signe Says:

    najpiękniejszy z nomenów omenów to dla mnie pani Leszczynowy Orzech, arktyka w Bieszczadach zdumiewająca, a taki barszcz instant to też coś, chociaz strach przyznać się pod tym felietonem, że nie lubię barszczu….
    a czy jest barszcz ukraiński, nie, tego nie może być w proszku…
    i właściwie jak to jest, że polskie słowa są takie długie, czemu tak wymyślone, to musi być związane z jakimś powolnym ruchem osobowości polskiej w jej wnętrzu:)

  2. stefan Says:

    wiesz, signe, że najbogatszy plon skojarzeniowych nazwisk znajduję zwykle na parafialnych stronach ogłaszających ślubne związki, gdzie Wojciech Stóg żeni się z Anielą Sianko. A trawa na kamieniu to było moje małżeństwo;) Borsch jest ok, byle nie często. Tak, niestetym polski nie nadaje się do haiku, nad czym ubolewam bo mam kurzą ślpotę i nie widzę tych jedno-dwusylabowych. Idę drzemać w Euroczysku 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: