47.Legion i milion ciem

Wy się trwożycie tą liczbą ogromną
I tą przemocą co się zda niezłomną?
Cóż jednak znaczy taka ćma motłochu
Wylęgła w prochu, cołgająca w prochu…
Kornel Ujejski: Maraton
Wielkie liczby nie odgrywają kluczowej roli w moim skromnym żywocie. Z tysiącami i milionami jeszcze mogę sobie jako tako dać radę, ale gdy przyjdzie do miliardów i bilionów, to zaczynam się gubić. W Polsce miliarder ma w swym posiadaniu tysiąc milionów złotych. We Francji i w krajach anglosaskich mało się słyszy o bilionerach , ale to ludzie którzy też mają w banku tysiąc milionów eurów lub funtów. Ten sam bilioner w Polsce i w Niemczech to taki co uciułał w jakiejś walucie milion milionów. Szkoda, że z  naszych  rodzimych słów na określenie wielkich liczb tylko „ćma” zachowała resztki dawnego znaczenia. Skojarzona z ciemną masą wielotysiącznego tłumu, ćma była kiedyś nazwą jednego miliona. Legion albo ćma ciem był odpowiednikiem biliona, legion legionów (kwadrylion) nazywano „leodrem”, zaś kruk – leodr leodrów – równał się oktylionowi. Niestety, nie udało mi się sprawdzić czy  dziesięć kruków skladalo się na jedną „kłodę”. Standardyzacja miar pozbawiła nas swojskiej, staropolskiej terminologii, chociaż wiele nazw przeszło w codzienną mowę paradując pod  pochodnymi znaczeniami. „Sążeń” – dawna miara długości – miał ok.190 cm, ale początkowo- sąg- służył słowiańskim poganom jako drewniany po-sąg bożyszcza, który był oczywiście dwumetrowym drągalem i mógł stawiać sążniste kroki. W garncu mieściły się cztery kwarty (tyleż litrów) pitnego miodu, okowity lub owsa, ale dziś ta miara przechowała się tylko w przysłowiu: „w marcu jak w garncu”.  „Znaleźć  się  w korcu maku” nie było łatwo, bo ta miara ciał sypkich zawierała ni mniej ni więcej jak 32 garnce albo 120 litrów ziarenek. Naczynie o takiej pojemności było widocznie używane jako schowek, bo do dziś mówimy o trzymaniu lub ukrywaniu czegoś „pod korcem”. „Antałek” był  beczułką na wino lub piwo, w której  mieściły się  dwa wiadra, podczas gdy jego większa wersja, „antał”, zawierał kilkanaście garnców napoju. Wsród chaosu rozlicznych jednostek miary długości, objętości , masy i wymiany są słowa dawno zatarte w pamięci jak np „jutrzyna” i  „powłócz”, którymi mierzono ziemię orną, albo takie w których dzis trudno jest dopatrzeć się ich pierwotnego celu. „Grzywna” zaczęła swój żywot jako naszyjnik lub wiązka skór, przekształciła się  na wagę srebra, skąd powędrowała w pieniądze i skończyła jako kara za drobne przewinienia.  Sic transit gloria…
Niecodzienna Polszczyzna
Gdy moje oczy po raz pierwszy spotkały się ze słowem „prątniczki”, wydawało mi się, że to literówka, bo w mojej pamięci były tylko „prząśniczki”,z tej z dobrze znanej i często śpiewanej piosenki Moniuszki: „u prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki, przędą sobie, przędą jedwabne niteczki, kręć się, kręć, wrzeciono… Nie zastanawiałem się nad tym słowem, bo wyobrażałem sobie, że ta prząśniczka to była taka starsza kobieta, która uczyła młode aniołki jak wić nić. Gdy szukałem znaczenia „prątniczki” w słowniku, okazało się. że „prząśniczka” albo ściślej mówiąc „prząśnica”, to część kołowrotka w formie wąskiej deski, do której przywiązane jest przędziwo. W zakładach włókienniczych taką nazwę nosi także maszyna do przerabiania niedoprzędu. Prządki siedzą przy kołowrotkach, wiją niedoprzęd w przędzę i przywiązują do prząśniczki. Moje wrzeciono pokręciło się w kierunku „prątniczki” i po jedwabistej nitce wikipedii dotarłem wreszcie do kłębka czyli definicji tego tajemniczego słowa. Podam najpierw czeską definicję, która zawiera kusząco polsko-podobne słowa: „Patyčinka je zakrněla tyčinka, ktera ztratila schopnost vytvaret pyl.” W naukowej terminologii „płonne pręciki, które nie mają pylników i nie wytwarzają pyłku.”  W niektórych kwiatach (piwonia, powojnik) znalazły sobie jednak coś na nudę i udając płatki „pełnią rolę powabni dla owadów”. Co za wspaniała nazwa „powabnia”. Gdybym wiedział, jak wyhodować w felietonach takie powabne „prątniczki”….a, co? nie wolno sobie pomarzyć?Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 20 kwietnia 2012 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarze 2 to “47.Legion i milion ciem”

  1. signe Says:

    zakręciło mi się w głowie od nazw, to bezcenny felieton, nauczyć się trzeba,
    człowiek 190 cm wzrostu ma sążeń,
    a prątniczki nie mieszkają we wrzecionach,
    myślę jak to w sobotę rano, podczas nowiu:)
    trud pisania komentów trwa, chyba od razu muszę się logować do swego bloga, otwierać drugie okno i dopiero wtedy mam szansę, tutaj ani w nowym blogu nie moge być nawet bałwanką….

  2. stefan Says:

    signe, nie mama pojęcia czy kismet uwziął się tylko na Ciebie czy na każdego kto chce tu zaglądać. One lubią chwalić się tysiącami udaremnionych ataków na moje blogi ale to głównie Ty. Jam mam podobne kłopoty z Bloxem. dzień dobry – znowz burze z piorunami. Nóf! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: