48. Młyński Kamień i Kusy Janek

Gdzie się podział kusy Janek, co chodził z toporkiem
Co się kijem podpasywał, a podpierał workiem.
Miał on studnię za piecem, wodę brał przetakiem
Łowił ryby grablami, wróble strzelał makiem…
Zacieliła się sikora za piecem, na grzędzie,
Porodziła łyse ciele, pewno rabin będzie.
Ściany były z pajinczyny, a okienka z lodu,
Wśród takiego gopodarstwa umarł Janek z głodu
Moi Czytelnicy więdzą chyba, że lubię wędrować po bezdrożach internetu, gdzie wrony wyglądają jak czarownice z Łysej Góry, a prawdziwe czarownice jak urocze blondynki z plastykową torbą zamiast miotły. Internet jest na styku z niezgłębioną puszczą wirtualnych wydarzeń, gdzie kolorowe metafory fruwają z gałęzi na gałąź, udając szare słowa dla zmylenia tych, którzy usiłują odcyfrować ich tajemne znaczenia. Taką właśnie mieniącą  się tęczowo metaforą było dla mnie „młyński kamień” i jego krewniak „młyńskie koło” nie tyle przyziemny, co nadwodny przedmiot o porażająco prozaicznym wyglądzie i ziewająco-monotonnej funkcji obracania się pod uderzeniami spadającej na jego „łopatki” wody. A jednak…Te dwa słowa były także kluczem do ciemnych ostępów gdzie mają swoje legowiska płochliwe stwory codziennych wydarzeń,szepczące mantry zbliżających się zmian   Najbardziej zaskoczyła mnie niezwykła przemiana młyńskiego kamienia w religijny stół do składania ofiar. Tutaj tkwi fraza „mieć kamień młyński u szyi”, która jest w tym samym polu semantycznym co „ofiara”. Według legendy, św Florian (ten od pożarów i związany z Polską i Krakowem) poniósł męczęńską śmierć, gdy kat rzucił go do rzeki Enns (Austria) z kamieniem młyńskim uwiązanym u szyi. . Młyn to życie, a w jego ciemnych czeluściach zdarzają się różne przemiały losu.  Jakie wydarzenia czekają na mnie, tego nie wiem, bo „fortuna kołem się toczy” i „każdy młynarz na swoje koło wodę prowadzi”. Ja też. Ale wciąż idąc ostrożnie koleiną wydrążoną przez ten młyński kamień, znalazłem dziś dość zaskakujące powiązanie mojego trzeciego imienia, ktore sam sobie wybrałem przy bierzmowaniu i którego używałem w mojej karierze brytyjskiego dziennikarza.. Mój trzeci patron, św Marcin, miał wiele przygód i jedna z nich dotyczyła młynów. Okazuje się, że wszystkie młyny były kiedyś wyłączną własnością diabłów i tylko oni mieli prawo przemiału. Gdy św Marcin namówił szatański kartel,aby mu wynajęli młyny na tak długo aż szpilki spadną z iglastych drzew co, w praktyce, znaczyło na zawsze, młyny stały się wreszcie własnością ludzi. Diabły nie znały się widocznie na botanice i nie wiedziały, że młode gałązki na jodle wyglądają jak krzyżyki, co ich odstraszyło na dobre od studiowania sosen, świerków i jodeł. Na pamiątkę tego wydarzenia, w dzień św Marcina, młyny musiały być nieczynne, aby nie ryzykować połamanych kół lub innych nieszczęść. I na koniec mała ciekawostka:  w jego angielskiej wersji, to moje trzecie imię jest anagramem nazwy ulicy, gdzie mieszkam od wieków.

Odmieniec kusy Janek

Nie pamiętam kiedy i gdzie usłyszałem tę fantazję z ziemi dobrzyńskiej, ale musiała zrobić na mnie wrażenie, jeśli do dziś jest wplątana w moje zwoje mózgowe. W niektórych wersjach tekst jest trochę inny: „kusy Janek, podkasanek, poszedł w las z toporkiem; siekierką się opasywał, podpierał się workiem” refrenem: „dalej,bracie, dalej żywo,pijcie fajki, palcie piwo” Tragiczny tułacz-futurysta-poeta, Bruno Jasieński, studiował kiedyś tego rodzaju dziwaczne fantazje rodzące się w chłopskiej wyobraźni i nawet napisał inną wersję Kusego Janka, gdzie on „przepasał się osełką, łowił ryby widłami, strzelał wróble gajdami”. To ostatnie słowo trudno znaleźć w słownikach, ale ma ono ciekawe pochodzenie w/g Bruecknera. „Gajdy” – „dudy, ciężkie nogi i spodnie-hajdawery”- przywędrowały z Turcji (gajda-dudy) via Węgry, ale to turecka pożyczka od Arabów, którzy adoptowali hiszpańskie „gaita”.„Przetak” to takie specjalne sito na ziarno, które pałęta się w polu semantycznym obok potoku, tokujących cietrzewi. „Kusy”- ukęszony” o zwierzętach z obciętym ogonem (kucyk), o przykrótkim ubraniu, ale w ludowej wyobraźni to także diabeł (bezogoniasty?) Czy taki ludowy odmieniec z fantazji istnieje w świecie, gdzie wyobraźnia zabłąkała się w pustkowiu telewizyjnych seriałów?Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 27 kwietnia 2012 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi:

Komentarze 2 to “48. Młyński Kamień i Kusy Janek”

  1. signe Says:

    kamień młyński mam tu pod stolikiem:) tzn. pewną część tego, bo kamień został podzielony, pochodzi od młynarskiej części mojej rodziny, jakiejś bardzo dawnej, bo nie mogę się połapać… może to już było po diabłach, ale nie mam pojęcia
    kamień jest piękny i jakiś specjalny, dzięki za historię do tego, teraz będę się odwoływać do św Marcina:)
    o Janku Odmieńcu ładnie, powinien ktoś taki zawsze być, mieć przetak do wody i inne słuszne rzeczy robić,
    dobranoc Stefanie:)
    dostawałam w kość

  2. stefan Says:

    odwołuj się, stanowczo, bo Marcin to jeden z moich trzech patronów, więc kolesiosstwo, chody, układyitp. Młyński kamień miele, a przemiał to właśnie te nagle „załamania” które lepiej nazwać „wglądem” i wiesz chyba dlaczego. Jesteśmy tam gdzie są nasze myśli, a myśli objawiając się w słowach. K-ość to tylko Mił-ośc inaczej. Wybór jest zawsze nasz. Dobrej nocy. :)*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: