51.Akcent – tajemny atut emigranta

W Przestrzeń rzucimy wielkie słowa,
tragiczną je ubierzem maską.
Ktokolwiek wiesz, co znaczy polska mowa,
przybywaj tu – odżyjesz Słowa łaską.”
S.Wyspiański: Wyzwolenie
Moja angielszczyzna zakiełkowała nieśmiało na tej Wyspie, gdy miałem 26 lat. Niestety, mój polski język był już w tym czasie nieodwracalnie wytresowany w polskiej wymowie szeleszczących spółgłosek. Trzymanie w ustach gorącego kartofla nie wiele pomogło w mozolnych próbach naśladowania bełkotu tubylców. Ożeniłem się z Angielką, ale mój polski język całkowicie zignorował tę wspaniałą okazję nabycia „oksfordzkiego akcentu”, którego intensywny kult propagowało po wojnie BBC. Moja małżonka, jej rodzina i grono znajomych uznali, że mój cudzoziemski akcent ma pewien swoisty czar, który pozwala tubylcom na okazywanie mi współczucia i zrozumienia dla mojej wygnańczej niedoli. W głębi duszy musiałem przyznać im rację. W moich marzeniach i ambicjach ubogiego uciekiniera z Polski pod rosyjską okupacją, przyświecał mi wspaniały wzór:  Józef Konrad Korzeniowski, znany w Anglii   jako Joseph Conrad, jeden z najwybitniejszych pisarzy na skalę europejską jak i światową, który do końca życia nie pozbył się swego kresowego akcentu szlachcica z Berdyczowa. Brytyjska arystokratka, Lady Ottoline Morrell, która spotkała go w 1913r w towarzystwie jej ówczesnego amanta, słynnego matematyka, Bertranda Russela, była nim oczarowana: ” Conrad wyglądał na typowego polskiego szlachica,” pisała w swych wspomnieniach,” Jego maniery były doskonałe, nawet zlekka przesadne; był tak nerwowy i sympatyczny, że każdy jego gest był elektryzujący. Mówił po angielsku z silnym akcentem, jak gdyby smakował w ustach każde słowo, zanim je wypowiedział. Mówił ładnie, ale z typowym dla cudzoziemca sposobem mówienia i zachowania… opowiadał o swoim życiu  z łatwością i swobodą, na które Anglik nie mógłby sobie pozwolić”. Bertrand Russel pisał w swej autobiografii o początkach jego wieloletniej przyjaźni z Korzeniowskim: „Moim pierwszym wrażeniem było zaskoczenie. Conrad mówił po angielsku z bardzo silnym akcentem i nic w jego zachowaniu nie wskazywało na człowieka morza. Był typowym polskim arystokratą w każdym calu.” Ten grubo ciosany polski akcent nie przeszkodził mu  jednak w pisaniu piękną, poetycką i oryginalną angielszczyzną, której nauczył się jako zwykły marynarz, a później kapitan, na brytyjskich statków handlowych. Akcent nie był dla mnie przeszkodą przy wspinaniu się na stromą drabinę brytyjskiego dziennikarstwa, głównie dlatego, że nie miałem trudności w pisaniu poprawną angielszczyzną. Obce słowa zasiane w czarnoziemie rodzinnej mowy rodzą często niezwykłe, barwne frazy, co można dostrzec w licznych nowelach i opowiadaniach Conrada-Korzeniowskiego.  Jego proza obfituje w typowe dla poligloty-słowoluba kalambury, kpiny z obcokrajowców przekręcających znaczenia słów, pewnieoparte na jego własnych wpadkach językowych.  Nasz genialny rodak  to opiekuńczy anioł każdego polskiego emigranta , dukającego „zenkju i hałmacz.”

Ochraniarze         
Urodziłem się w sielankowo bezpiecznych czasach, dopóki nie wybuchła wojna. Potem mój świat zaczął staczać się nieubłaganie w kierunku przepaści, ziejącej tysiącem różnych zagrożeń. Dziś każdy rodzaj pracy, każda rozrywka, sport, chodzenie pieszo czy poleganie na licznych środkach komunikacji, leczenie w szpitalu i nawet  miejsce zamieszkania jest najeżone mniejszym lub większym niebezpieczeństwem. Najnowszą przykładem tej grozy ukrytej za węgłem normalnego życia jest masowy morderca norweski, Anders Breivik. Takich opętanyców w licznych odmianach jest mnóstwo na całym świecie. Jedni siedzą za kierownicą samochodu, inni czekają na okazję do ujawnienia swojej agresji w tej lub innej formie. Trudno się dziwić, że od czasów mojej młodości, powiększyła się niesamowicie ilość sprzętu do chronienia naszej narażonej na poturbowanie powłoki cielesnej. Kaski na głowę, pasy, buzery, nakolanniki, nałokietniki, stuptupy, sztylpy, gogle, naparstniki dla łucznikówi i naparstki dla szwaczeki , ochraniacze zębów dla bokserów i sportowców, nauszniki i pochłaniacze, rękawice i stopery w ucho jako obrona przed ciężkim metalem. Dziś przepominamy średiowiecznych rycerzy opancerzonych od stóp do głów. Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 18maja 2012 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi:

komentarze 2 to “51.Akcent – tajemny atut emigranta”

  1. signe Says:

    to mi przypomina, że powinnam mieć jakiś pochłaniacz na siebie.
    oraz naparstek,
    a o Conradzie niczego takiego nie wiedziałam, to dla mnie rewelacja, bo ja tego o jego angielszczyźnie nie wiem, Polak tłumaczony na polski, oto, co znam,
    i wiesz co, chyba nienajlepiej tłumaczony, bo ja nie lubię go czytać!!! czytałam podobno wspaniałe „Jądro ciemności” i wydaje mi się takie sobie, przepraszam bardzo, och, przepraszam wszystkich polskich szlachciców w Anglii, wszystkich z akcentem albańskim, londyńskim, lubelskim, lubię dziwne słowa, dziwne mowy i dźwięki, i jedno przez drugie, dzień dobry i tutaj:)

  2. stefan Says:

    tak, tak, powinnaś uzbroić się w licznych ochraniarzy, bo bez nich nie można się nigdzie ruszać. Conrada lepiej się czyta w jego polsko-barwnej angielszczyźnie. Jeden sławny pisarz w Anglii błagał prywatnie jego wydawców, aby nie poprawiali jego tekstów, bo on pisał właściwie po polsku i tłumaczył w głowie na angielski. I to pięknie brzmiało. Tak jak ja z moim albańskim i baskijskim. Dzieńdobr 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: