54. Bziki na punkcie i Euro 2012

Już się ma pod koniec starożytnemu światu – wszystko, co w nim żyło, psuje się, rozprzęga i szaleje – bogi i ludzie szaleją.” Z. Krasiński Irydion
Nawet jeśli słynna przepowiednia kalendarza Majów nie znaczy, że naszej epoce „ma się pod koniec”, to jednak można dostrzec w niej sporo rozprzęgi i licznych odmian bzika. W słownikach „bzik” to „lekkie szaleństwo, mania lub dziwaczne zachowanie”. Jest w tym słowie ukryte złowieszcze dla zwierząt bzykanie lecącej watahy gzów, które wzbudzają w nich strach i paniczną ucieczkę. W potocznej polszczyźnie można powiedzieć, że bydło ma bzika na punkcie gza. Ludzie też zwykle mają bzika na punkcie czegoś. Kibole mają bzika na punkcie gry polegającej na kopaniu piłki w celu strzelania gola między dwa słupy; moherowe berety mają bzika na punkcie Radia Maryja, inni mogą mieć bzika na niemal każdy dowolny temat-punkt: od własnej urody, sławy, władzy, jogi, kolekcjonowania motyli, seriału TV lub każdej teorii spiskowej do bycia wielbicielem „ciężkiego metalu”, fanem Dody lub innej „gwiazdy” i członkiem tej czy innej partii politycznej. Patrząc na moich bliźnich z dystansu długowieczności, dochodzę do smutnego wniosku, że liczba ludzi „normalnych inaczej” rośnie z roku na rok z przerażającą szybkością. Najlepszym dowodem tego jest chyba konieczność tworzenia nowych synonimów i fraz, metafor i porównań opisujących różnorodne objawy mentalnych zaburzeń. Powojenne ostrzeżenie „nie dajmy się zwariować” brzmi jak zaklęcie lub modlitewne westchnienie, ale jest po prostu reakcją na to wszystko, co dostrzegamy wokół nas żeglując po internecie, słuchając radia, kąpiąc się w płyciznach telewizji i czytając codzienną prasę. Na pytanie dlaczego jest w Polsce tyle wypadków samochodowych, często fatalnych dla kierowców i pasażerów, odpowiedź jest prosta. Dlatego, że za kierownicą siedzi najczęściej wariat z mokrą głową, pijany półgłówek albo dureń, który musi rozmawiać prze komórkę z gronem znajomych, sterując auto jedną ręką. Z szaleństwem to różnie bywa. Gdy mój młodzieńczy romantyzm kazał mi szaleć z miłości dla jakiejś uroczej dziewczyny, moje starsze siostry mówiły, że mam kuku na muniu, a koledzy i znajomi pukali się wymownie w czoło, co określało mnie jako kogoś, kto był stuknięty, miał fiksum-dyrdum albo hyzia. Takie epitety miały mnie wydobyć z miłosnego szaleństwa, które wskazywało na to, że miałem „nierówno pod sufitem”. Jak się okazuje z licznych , popularnych powiedzonek, w głowie można mieć fijoły, zajączki, szmergle, bzdury, świra i hopla. Zdumiało mnie zlekka, gdy znalazłem na webie sentymentalną polską piosenkę na płycie „Czar Korzeni” z dobrze znanym przed wojną żydowskim określeniem wariata: „meszuge”. Sama piosenka jest oparta na motywach tzw muzyki klezmerskiej.

Neurony podczas Euro 2012
Patrząc na mecz piłkarski biorę w nim czynny udział robieniem odpowiednich min i gestów.To nie ja jestem jednak odpowiedzialny za te automatyczne reakcje na sceny podbramkowe, lecz moje lustrzane neurony. Kilka tygodni temu, premier Dawid Cameron popełnił dyplomatyczną gafę, gdy w obecności Frau Merkel i reszty głów ośmiu mocarstw, zareagował jak kibol na zwycięskiego gola, którego angielscy piłkarze wpakowali w niemiecką bramkę. Twarz Angeli Merkel ukazała się w postaci ponurej chnury gradowej. Niestety, ludzie i małpy mają te przedziwne komórki nerwowe, które włączają się automatycznie gdy obserwujemy to, co robią inni członkowie naszego plemienia. Zanim naukowcy włoscy przypadkowo odkryli te neurony pod koniec zeszłego stulecia, naśladowanie tego co inni robili  było potocznie nazywane u nas „małpowaniem”. Najnowsze rewelacje naukowe wskazują, że ludzie mają skomplikowany system lusterkowy, który reguluje nasze empatie, sympatie i antypatie. Płacz drugiego człowieka wzbudza mimowolną, lusterkową sympatię, chociaż ona też jest zależna od płci sympatyzującej osoby. Nie ma jeszcze wyniku badań na nasze reakcje na widok krokodylich łez albo na rzewne śpiewy „sekty smoleńskiej”, ale wiadomo już, że lustrzane neurony są kapryśne i nieprzewidzialne w różnych sytuacjach. Obserwujmy twarze widzów w cyrku zwanym Euro2012. Kto wie, co uda się nam dostrzec. Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 8 czerwca 2012 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi: ,

komentarze 2 to “54. Bziki na punkcie i Euro 2012”

  1. signe Says:

    bardzo lubię oba tematy:) o normalności inaczej jest ważne, bo to jest wymyślane i uzgadniane, co jest normalne, a co nie, w naturze czegoś takiego nie ma, tylko ludzie mają to na myśli,
    a neurony lustrzane dobre są też jako metafora:)
    dziś nie oglądałam meczu, ale na dwu ulicach, które widzę z okna nie było ani jednego człowieka, nic nie jechalo i było cicho jak w niedzielę wielkanocną rano…
    ja ciągle myślę, że piszesz te felietony w ostatniej chwili i masz je wyrywane z ręki:)

  2. stefan Says:

    Niepokoją mnie coraz bardziej widoczne objawy normalności inaczej. Ludzie przestali mówić swobodnie, normalnie, wszystko jest obliczone na jakiś efekt i jak to przyjmą media. Właśnie to „wymyślanie i uzgadnianie”, tłumienie wszystkiego co jest naturalne.Smutne, a nawet groźne. Wynik meczów oglądam w BBC, bo śledzenie całego meczu byłoby dla mnie stratą cennego czasu. Warszawa ma chyba nieziemski wygląd. Ciekawe, co się będzie działo 10 czerwca. Lustrzane neurony to rewelacja dla mnie.Ciekawe, czy ja nieświadomie małpuje moje zakładki? Wirtualne lustra to też coś co warto byłoby zbadać. Zwykle piszę jeden felieton na zapas ale unikam, o ile możliwe,takich tematów, które byłyby przestarzałe po wydrukowaniu.dobrej nocy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: