57.Grosz -trzos i papryka w Przytyku

Kto nie woli tym czasem zysku mieć na pieczy
Łapając grosza zewsząd, a podobno k’rzeczy
Bo z rymów co za korzyść krom próżnego dźwięku?
Ale kto ma pieniędze, ten ma wszystko w ręku...”
Jan Kochanowski: Muza
Gdy przyjechałem do Anglii jesienią 1946r, nie miałem w kieszeni ani złamanego szeląga. Wprawdzie te staropolskie miedziaki nie wiele by mi pomogły, bo na Wyspie królowały obce mi funty, pensy i tylko szylingi brzmiały swojsko. Wykształcony w polskim systemie liczbowym, nie mogłem się początkowo połapać w tych skomplikowanych metamorfozach 12 pensów w jednego szylinga i 240 pensów  albo 20 szylingów w jednego funta. W tej epoce brytyjskie monety miały także wiele odmian jak np gruba wielokątna trzy pensówka (thrupenny bit), malutkie srebrne 6 pensów (tanner), miedziane hejpny (1/2 pensa) i farthing (1/4 pensa), jeden szyling (bob), pół korony (half-a-crown) i papierowe 10 szylingów, funt szterling (kwid)  i  pięciofuntówka (fajwer) drukowana na białym, sztywnym papierze, na którym często widniały podpisy poprzednich właścicieli.  Dziennik Polski w tych sielankowych czasach  płacił mi za reportaże nieistniejącą monetą jednej gwinei czyli jednego funta i jednego szylinga, ale w praktyce to był tylko jeden funt. Dziś to brzmi jak żart, ale w tej bezpowrotnej epoce to była połowa mego tygodniowego czynszu  za pokój w Londynie. Po kilku latach opanowałem sztukę dodawania funtow, szylingów i pensów, dzięki czemiu udało mi się ewentualnie dostać posadę głównego księgowego, na której przetrwałem kawał czasu i dzięki której mogłem wreszcie rozwinąć skrzydła brytyjskiego dziennikarza w prasie finansowej. Gdy Wielka Brytania przeszła w 1971r na system dziesiątkowy, musiałem tym razem oduczyć się myślenia w szylingach i pensach, bo funt był nagle wart 100 penów (pi). Pieniądz jest jak stary, wierny sługa, który towarzyszy nam od wczesnego dzieciństwa do grobu. Każda zmiana nazwy, wyglądu lub wartości tego codziennego towarzysza kieszeni, portmonetki, portfelu, nawet jeśli jest schowany pod materacem, powoduje coś w rodzaju psychicznego wstrząsu, zwłaszcza wśród starszych ludzi. Do dziś pamiętam starą seniorę  w zapadłej mieścinie hiszpańskiej, która żądała ode mnie zapłaty w „reales”, a ja miałem tylko pesety. Albo jakis contadino (rolnik-chłop) włoski, który nie mógł połapać się w banknotach wartości 10,000 lirów, co było dla niego olbrzymią sumą mimo że nie były warte wiele w moich  funtach. Podobne problemy miewałem we Francji, po  dewaluacji franka, bo ludzie wciaż używali wartości sprzed dewaluacji. Patrząc na coraz groźniejsze pląsy eura, pokrzepiam się nadzieją , że moje dwie ojczyzny wciąż będą trzymać się złotego i funta. Niestety, świstki papieru jako pieniądz to fikcja, typowa dla naszej cywilizacji. Jedyną prawdziwą walutą są tony złota w sejfach banków i miliarderów. Dla nas, szaraczków, muszą wystarczyć zapasy kartofli, mąki i sadła w śpiżarni na tzw „czarną godzinę” – oby nigdy do nas nie przyszła.

Papryki w Przytyku
Jestem pełen podziwu dla producentów polskiej papryki z Potworowa, Przytyku i Klwowa. Chociaż na papryce znam się mniej niż kura na pieprzu, mój podziw budzi przede wszystkim trafnie brzmiące nazewnictwo tych trzech gmin mazowieckich w tzw „zagłębiu paprykowym”. Tutaj produkuje się ponad 30 tys.ton tego niegdyś obcego nam warzywa, które uprawiane jest w tysiącach tuneli. Owoce papryki zwanej także pieprzowcem znane były szczepom Ameryki Płd na długo przed inwazją hiszpańskich konkwistadorów. Wyznam szczerze, że papryka jako jarzyna, bez względu na jej kolor, nie należy do moich ulubieńców, ale nie wyobrażam sobie smaczego węgierskiego gulaszu bez kilku pstryknięć papryki. Pieprz i papryka to dwa słowa o tym samym znaczeniu, tyle że pieprz to spolszczona wersja indyjskiego pippali (łac. piper), a papryka to po prostu węgierska nazwa pieprzu. Dzień Papryki , zwykle w początkach wrześnią , jest coroczną okazją reklamowania tych pieprznych pięknotek  paprykowego zagłębia. Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 29 czerwca 2012 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi: , ,

komentarzy 6 to “57.Grosz -trzos i papryka w Przytyku”

  1. signe Says:

    o pieniądzach!!!!
    Kochanowski mówi prosto z mostu,
    a papryki też nie lubię,
    a pieprz pippalowy rośnie chyba na drzewach?
    uciekam do roboty:)

  2. stefan Says:

    signe, tak, pieniądze. bo tutaj banki są już tak skompromitowane, że byłoby bezpieczniej schować uciułane grosze pod materac.Uciekasz tam gdzie pieprz rośnie? 🙂 Jutro jest dzień fibonacciego 3,5 dobry omen 🙂

  3. signe Says:

    gdzie pieprz rośnie:) zrobiłam herbatę i trochę poślęczę,
    ale jutro to już chyba ostatni dzień,
    jest jeszcze widno, gorąco,
    ale skąd wziąłeś na jutro tego fibonacciego?
    pełnia dopiero wieczorem:)

  4. stefan Says:

    signe, jutro jest dzień 3, rok 5 czyli 8. to wystarczy aby mieć ciąg Fibo. Jak dodasz miesiąc 7 to będzie 15 czyli 3×5 (3/5) też 8. A pełnia będzie aż do wieczora w Strzelcu. Ufaj….:-)

  5. signe Says:

    rozumiem, nie umiałam tego pododawać w ten sposób, z 15 wychodziła mi 6 i tyle
    no ale dzień dobry:)
    jeszcze dzień roboczy, dla Ciebie pozdrowienie radosne, zaraz nastąpią ukłony dla Aniołów:)

  6. stefan Says:

    signe, dzień dobry, ale u nas zimny i mokry brrr. Chyba ucieknę do kraju nad Wisłą. Ja też tak kiedyś obliczałem, dopóki nie zrozumiałem, że liczby są jak litery a data to słowo i trzeba widzieć w niej anagramy. Dziś jest b.dobry dzień spirali początków, otwierania Bram i powodzenia. Trzymam kciuki. Nie ociągaj się i wszystko pójdzie jak z płatka. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: