62.Ludzie pióra i driady w polityce

Gdzie brzozy jasnych są kochanką źródeł
A  zaś przyczyna temu jest istotna,
Że na tych bagnach, gdzie potrzeba szczudeł
Jam wówczas bujał na młodości piórach,
Jasny i chmurny –jako księżyc w chmurach
J.Słowacki
Jak przystało na autora Gęsiego Pióra chciałbym dziś ujawnić kilka, mało mi dotychczas znanych, iście tajemniczych, szczegółów dotyczących upierzenia ptaków, które było przez wiele stuleci narzędziem pracy tzw do dziś „ludzi pióra”. Tutaj muszę wyznać szczerze, że chociaż jestem z zawodu człowiekiem pióra i czasem unosiłem się na skrzydłach natchnienia, albo latałem w młodości za ładnymi podfruwajkami, to nigdy nie uważałem się za ptaka.

Oczywistym powodem mojej przynależności do innego gatunku istot ciepłokrwistych jest to, że mimo uporczywych starań, nie udało mi się obrosnąć w piórka, zaś strojenie się w cudze piórka uważam za złodziejstwo inaczej. Przysłowia, poezja i proza obfitują od dawna w ptasie metafory i porównania, bo olbrzymia różnorodność tych niezwykłych stworzeń naszej planety musiała wprawiać ludzi w zachwyt, zdumienie, zazdrość, a może także marzenia o skrzydlatych wędrówkach, które urzeczywistniły się głównie w tych ciężkich, hałaśliwych i niebezpiecznych pterodaktylach, zwanych ironicznie samolotami. Szybowce, lotnie i paralotnie, to już niezły postęp w konkurencji z ptactwem, ale daleko nam jeszcze do olimpijskich zawodów z orłami czy nawet jaskółkami. Naukowe nazewnictwo upierzenia ma sporo słów, których nie spotyka się na codzień. Pióro składa się z elastycznej osi, dwóch chorągiewek, stosiny, promieni, przypiórka i dudki, której wnętrze zbudowane z ” delikatnych łuseczek rogowych nosi nazwę duszy„.(wikipedia).

Patrząc w zdumieniu na fotografie łabędzi płynących majestatycznie ulicami angielskich miast i miasteczek podczas lipcowych powodzi na zadeszczonej Wyspie, zadałem sobie od dawna dręczące mnie pytanie: dlaczego wodne ptactwo nie jest nigdy przemoczone do suchej nitki? Odpowiedź jest prosta: dlatego, że ptaki uprawiają regularne czyszczenie piór tłustym kremem, który pobierają z ich własnej apteczki, ulokowanej pod nasadą ogona, zwaną popularnie kuprem. Ten krem kuprowy nie tylko chroni ptaki wodne od przemoknięcia, ale jest także lekarstwem, które przemienia się w świetle dnia na witaminę D i jest regularnie łykany przez ptaki podczas ich codziennej toalety. Anglosasi mają specjalne słowo na ten ważny, ptasi zabieg: „preen”, co ma także uboczne znaczenie „bycia zadowolonym z siebie”. W polskim żargonie naukowym  ta pióroczystka jest jednym z higienicznych zabiegów „zachowania komfortowego” (ang. social grooming). Niestety, nawet ludzie pióra, nie mają takich deszczochronnych zabiegów komfortowych.

Driady w polityce
W mitologii greckiej, te zielonoskóre nimfy drzew, pełniły role ochroniarek puszcz i lasów, pląsały w orgiach bożka Pana (czy to był Polak?) i brały udział w polowaniach Diany. Tylko taki wielki poeta, jakim był Jan z Czarnolasu, mógł wpaść na pomysł zaprzegnięcia Pana i driad do polityycznego pamfletu, który napisał na powitanie króla Stefana Batorego. Król zaproszony przez kanclerza, Jana Zamoyskiego, przyjechał na polowanie w borach Zamchu, dziś sporej wsi w powiecie biłgorajskim (kiedyś w zamojskim). Gdy wieść o tych łowach dotarła do Czarnolasu, poeta chwycił swe gęsie pióro i napisał, po łacinie (bo Węgier Stefan po polsku ani w ząb), poemat „Dryas Zamchana” i „Pan Zamchanus”. Nimfy witają króla z polską gościnnością: „Co to za gość, o siostry, przyszedł w nasze kraje? …I nas o twym przyjeździe głosy dochodziły, I z tych lasów na oczy ludzkie wywabiły, Abychmy też twoję twarz wdzięczną oglądały I gościa tak miłego mile przywitały.” Poeta kryje się za driadami, bo w wyborach królewskich był zwolennikiem Habsburgów i tylko na prośbę kanclerza napisał ten panegiryk. Jego driady musiały jednak wcisnąć trochę polityki w ich powitanie: „To ty, o możny królu, łatwie wynicować Wszytko możesz, tylko chciej jawnie pokazować, Że jako sam przystojność i cnotę miłujesz, Tak niewstydu i fałszu w drugich nie lubujesz.” Jakże miło by było, gdyby dziś politycy wprowadzali nimfy do swych przepychanek.Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek,3 sierpnia 2012 ©Stefan Grass 

Reklamy

Tagi: , ,

komentarze 4 to “62.Ludzie pióra i driady w polityce”

  1. signe Says:

    jesteś niemożliwy, ja się tu dowiaduję wszystkiego po raz pierwszy w życiu, o łabędzie mokre zawsze się troskałam, jeszcze powiedz jeśli możesz, jak one mogą chodzić pieszo po zamarzłym stawie i gdzie w zimie przykucają, bo widzę to chodzenie zimą i drżę…
    a felietony o nimfach… nie, to zły pomysł, co go miałam… nie przerobią w anioły….

  2. stefan Says:

    signe, oj, tak – to ja, toczka w toczkę: niemożliwy.Ten krem z kupra daje im ochronę na cale ciało bo jak ciało ma dobrą temperaturę to łapy też i dlatego nie przymarzają. Kiedyś widziałem kaczki jak się ślizgały po stawie i pewnie chichotały po swojemu. Tam gdzie przykucają to śnieg pewnie topnieje. Felieton o nimfach? intrygujesż? Nimfy, driady, sylfinki to takie podrzędnie duszki, które kształcą się aby kiedyć być aniołami. Szkoła podstawowa. 🙂

  3. signe Says:

    aha, najpierw jest nimfa albo driada, rozumiem:)
    krem z kupra, hm
    dzień dobry:)

  4. stefan Says:

    dzień dobry, mi się wydaje, że wszystko co istnieje na każdej planecie ewoluje na swój sposób.Driady to aniołki drzew, nimfy -wody, krasnale – ziemi, salamandry – ognia.Wszystko ma sny i jawę. Kiedyś może rozeznamy się w tym wszystkim. Teraz czas śniadać 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: