64. Obiecanki –cacanki i meandry troski

Obiecanki cacanki, a w Polsce jak kto chce
od tych banialuków w głowie kręci się.
Obiecanki cacanki, każdy z nas to zna
jednak Antoś wciąż w kieszeni dziury tylko ma.

Antoś i Ziuta Szprychowie
Nareszcie jesteśmy już po tej niesamowitej ekstrawagancji, którą rząd przemycił jako XXX Olimpiadę w tobołku wspaniałych obietnic, pod sprytnym hasłem „czekaj tatku latka”. Obietnica to piękne słowo dla oblubieńców, którzy przyrzekają sobie dozgonne węzły, dopóki jedno z nich nie zacznie narzekać. Wtedy „dozgonne” zmienia szybko znaczenie na „aż do rozwiązania węzła”, zwanego popularnie rozwodem, którego głównym semantycznym trzonem jest, oczywiście, woda. Jej bulgotanie słyszę także, gdy rozwodzę się zbyt długo na jakiś pasjonujący temat. Gdy ktoś zaczyna narzekać, wówczas obiecuję, że w przyszłości wyrzeknę się takich krasomówczych popisów. Człon „rzeka” z licznymi przedrostkami jest podświadomym ostrzeżeniem dla naiwnych o płynnej zmienności wszelkich obietnic. Początki obietnicy błąkają się w staropolskim słowie „obiata – ofiara”, co wzbudziło we mnie normalne u dziennikarza podejrzenie, że obiecywanie to nie taka prosta sprawa, jak nam się  może dziś wydawać. Obietnice mają wiele subtelnych odcieni. Są obietnice religijne typu „nie będę więcej grzeszył”, co w młodości tłumaczyłem sobie na „będę grzeszył, ale trochę mniej niż dotychczas.” Ziemia Obiecana” to pewnie najbardziej znana forma „obiecanki-cacanki”, bo jako emigrant nie jestem pewien, gdzie jest ta moja ziemia obiecana. Dość często obiecujemy sobie samym to i owo, jak np relaksujący urlop, który spędzamy na remoncie mieszkania albo, w najlepszym razie, na wyczerpującym łażeniu po górach. Moja kochana mama, robiła mi czasem obietnice-groźby w formie „poczekaj, poczekaj, jak tylko tata wróci z pracy.” Na szczęście, gdy ojciec wrócił do domu, mamusia zwykle zapominała, że obiecywała mi jakąś niesprecyzowaną karę ojcowską.

Praca zawodowa roi się od obietnic, bo każdy obiecuje komuś coś: szef podwyzkę, pracownik lojalność, rywale – kopanie dołków. Przymiotnik „obiecujący” ma dwa  znaczenia, które intrygują mnie do dawna. Gdy po przyjeździe do Anglii zacząłem pisać reportaże z obozu dla polskich uchodźców, wydawało mi się, że byłem obiecującym młodym dziennikarzem. Niestety, honoraria (£1) nie rokowały mi błyskotliwej kariery w Dzienniku, więc ruszyłem w poszukiwanie bardziej obiecujących prospektów i zostałem dobrze zapowiadającym się księgowym, dzięki czemu znalezłem pracę jako dziennikarz brytyjski. Nie wyrzekłem się jednak pisania po polsku i los uśmiechnął się obiecująco, co skusiło mnie ponownie na łamy Dziennika. Reszta to już tylko opowiastki pisane gęsim piórem.
Troska i dbanie
Mój ojczysty język jest wciąż pełen tajemnic, awanturniczych wędrówek znaczeń i powikłanych korzeni wielu słów. Czy troszczenie się o bliską nam osobę może być molem, który nas gryzie? Troska ma w polszczyźnie dwa sprzeczne znaczenia: albo jest to zmartwienie, zgryzota, niepokój albo dbanie o coś, o siebie samego lub o kogoś, zabieganie (o czyjąś pomoc, stanowisko, względy). Zanim te dwie troski wkręciły się w nasz język, ich początek krył się w czasowniku „trzeć”, które wyprodukowało takie potomstwo jak tarka, tartak, ścierka, rybie tarło, makutra (do ucierana maku z miodem) i trociny. Gdy coś mnie dręczy, to uciekam się do języka porównań i przeności i zgryzota od razu kojarzy mi się z ostrymi zębami losu, który żre moją znękaną duszę.
W takich poszukiwaniach zastępczych słów jest prymitywny strach przed złowrogą siłą klątw i czarów praktykowanych przez wiedźmy. Włos ofiary wplątany w zawiasy drzwi mógł powodować u niej straszliwe łamanie w kościach, a trociny zębatej piły rozsypane na progu domostwa były od razu podejrzewane o inwazję kłopotów, zwanych dawno temu troskami. Angielski „care” ma także podwójne znaczenie troski i opieki. Natomiast dla Czechów „troska” to „ruina”, a zmartwienie to „starost” co dla nas na jedno wychodzi. W opini psychologów, sygnałem zatroskania jest przygryzanie dolnej wargi. Tak jak to właśnie robię, bazgrząc ten zatroskany i troskliwy felieton. Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 17 sierpnia 2012 ©Stefan Grass 

Reklamy

Tagi:

Komentarze 4 to “64. Obiecanki –cacanki i meandry troski”

  1. signe Says:

    ale nie, nie troskaj się tak, to tylko trociny, a czytałam, że kiedyś polepę posypywano trocinami:)
    dlaczego???
    o obiecankach teraz będę wiedziała, że one nie muszą mieć dalszych ciągów w postaci skutków, chociaż mogą,
    ale niekoniecznie:)

  2. stefan Says:

    signe, trociny na polepi, hmm, może jakieś porzekadło – to człek biedę klepie? kadzidło to taka dymna obiecanka, a dym się rozwiewa;)

  3. signe Says:

    tu nie ma wczoraj!!! dzień dobry Stefanie:)

  4. stefan Says:

    Już jest. Wczoraj utonęło w szampanie albo bolesnym kolanie 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: