65. Powrót chałupników i Tychy

„Każdy coś umie i czegoś nie umie
Więc w tym, co umie,niech trwa i przywyka;
Sam się zawstydzi w swoim nierozumie,
Kto w niewłaściwe rzemiosło się wtyka.”
F.Zabłocki: Do Ignacego
Wiele lat temu kupowaliśmy regularnie worek mąki wprost z młyna i worek runa od hodowcy owiec w hrabstwie Kent. Były to czasy naszej młodości, gdy moja żona przędła, tkała i szydełkowała, a ja zmieniałem się raz na tydzien w piekarza i ugniatałem żytnią mąkę na ciasto do pieczenia bochenków chleba. Utrzymując rodzinną tradycję chałupnictwa, nasza córka nauczyła się garncarstwa, a dziś pracuję wraz z mężem w domu, produkując artystyczne przedmioty ze złota i srebra. Rewolucja przemysłowa, od samego zarania,  groziła nieuchronną zagładą  wielu wspaniałych zawodów chałupniczych, z wielowiekową tradycją. Początkowo niewielkie, rodzinne przedsiębiorstwa przemysłowe były stopniowo pożerane przez coraz większe firmy, które ewentualnie pochłonął Moloch globalnych, bezdusznych super-gigantów. Gdzie się zgubili krawcy i szwaczki, szewcy, kowale, nie mówiąc już o domowych koszykarzach, powróźnikach, ludwisarzach, rymarzach, zdunach, zecerach i wielu innych.? W internecie można odszukać dziesiątki tych ofiar industrializacji, z którymi zginęły także solidne, długotrwałe przedmioty codziennego użytku, zastąpione z cyniczną pogardą dla konsumenta przez „planowane zużycie” (built-in obsolescence), które jest cuchnącym źródłem „recyklingów”, rosnącej drożyzny, zanieczyszczeń i wielu innych chorób naszej tzw cywilizacji. Przewidywanie przyszłości nie jest wprawdzie moim zawodem, ale jako dziennikarz mam prawo do interpretacji tego, co jest już widoczne: rozpadająca się w gruzy reputacja banków, bez których przemysł nie potrafi istnieć, a w obecnej sytuacji wzrostu gospodarczego zbliżającego się do zera, szybko stworzy nieunikniony powrót do chałupnictwa. Wśród moich znajomych jest wielu zakamuflowanych chałupników, którzy przez skromność lub ostrożność bagatelizują swoje potajemne zawody. Znam garncarkę, introligatora, nalewkarza, lalkarki, felczerkę i pszczelarza, ale to tylko czubek góry lodowej. . Dostęp do internetu pozwala na reklamowanie często niezwykle oryginalnych wyrobów chałupniczych, a popyt rośnie ze wzrastającą popularnością agroturystyki. Gdybym był nieco młodszy, to wybrałbym może zawód pozłotnika, bo ta praca umożliwia dostęp do wielu produktów, takich jak ramy obrazów, rzeźby, przędzę,wyroby ceramiczne i skórzane okładki książek z wyzłoconymi literami. Dajcie mi ino szpachlę, szych,  cynfolię i gładzik, to wam pozłocę coś na pulment. Jak na słowoluba przystało, zacząłem od uczenia się języka pozłotników.

Ciche podsluchy
Internet coraz bardziej przypomina starożytne forum – plac spotkań, handlu, sądów i osądów, politykowania i plotkowania. Dziś niemal każde miasto, miasteczko czy nawet gmina ma swoje strony internetowe, a na nich „forum” dla mieszkańców, gdzie mogą dyskutować lokalne problemyi plotkować na dowolny temat. Każdy internauta ma dostęp do tych „jarmarcznych ” pogwarek, ale nie może wtrącać się do rozmów bez zalogowania. Parę dni temu wpadłem przypadkowo na forum górnośląskiego miasta Tychy, którego nazwa pochodzi rzekomo od słowa „cichy”, bo taką pewnie były jako wiejska gmina aż do 1951, gdy nadano jej prawa miejskie i włączono do niej pięknie zwane Paprocany i Wilkowyje. Tematów jest mnóstwo, ale ja lubię podsłuchiwać takie rozmówki, w których intryguje mnie język i słowa używane przez tubylców. Tyszanka Julia np ma problem z włosami i napisała: „Witam szanownych Tyszan i szanowne Tyszanki :).Szukam dobrego fryzjera, bądź fryzjerkę, nie drogiego, 😉 Może ktoś mi poleci? Chce zrobić sobie balejaż :)” Odpowiedział jej tyszański RedSpider: „co to ma wspólnego z Tychami…co kogo obchodzi twój balejaż.” Na co Julia ripostowała: „heh zero zrozumienia zapytałam o fryzjera w tychach ktory dobrze robi balejaz i zaraz takie ale? ” Ten „balejaż” od razu mnie zaintrygował, dzięki czemu odnalazłem jego tajemnicze znaczenie” Balejaż  z franc.balayage „zamiatać”) – technika fryzjerska polegająca na nakładaniu pędzelkiem na wybrane pasma włosów farby o różnych odcieniach – od jednego do kilku.”. Tyszanka Julia wkońcu znalazla fryzjerkę od balejażu.Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 24 sierpnia 2012 ©Stefan Grass 

Reklamy

Tagi:

komentarze 2 to “65. Powrót chałupników i Tychy”

  1. signe Says:

    więc balejaż wiem, ale Ty wędrujesz po małych miasteczkach od dłuższego czasu i jest w tym trochę objeżdżania jarmarków, ale to fajne, ze oni pozwalają, ci tyszanie:) wszyscy mający swoje strony na stronach, pozwalają
    a poza tym umiem wydrutować sfeter,
    a poza tym nie wyobrażałam sobie, że w wielkim Londynie można kupować worek mąki i piec chleb z zakasanymi rękawami,
    a kolowrotek był moim marzeniem…
    dzięki:)

  2. stefan Says:

    a mnie balejaż uziemił bom nigdy się z nim nie spotkał Ja lubię podsłuchiwać pogaduszki codziennych ludzi z miast, miasteczek i posiołków Oni zyją w takich snach i jawach które mnie fascynują. Umiesz robic na drutach? Sfetry? ŁaŁ Kołowrotek powędrował do córki, a ona może nauczy moje wnuczki.Po kądzieli- tradycja
    Mąka była z młyna na prowincji, runo też.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: