68.Polska jesień, indiańskie lato

Coraz ciszej—wrzesień!wrzesień!
Słońce rzuca blask z ukosa
I dzień  krótszy, chłodna rosa
Ha! i jesień – polska jesień
Wincenty Pol
Ha! i może wreszcie ociepli się na resztę września, bo lato było w tym roku wyjątkowo nieudane. Mieliśmy wprawdzie kilka jednodniowych upałów, ale łatwo jest zapomnieć takie wybryki angielskiej pogody, gdy od 30 stopni Celsjusza spadamy następnego dnia do 18 stopni. Mieszkam w Anglii od 66 lat ale, jak dotychczas, jestem wciąż na pieńku z klimatem tej kapryśnej Wyspy. Moje pierwsze rozmówki z nazymi gospodarzami były z pewnością o pogodzie, bo to jest ten neutralny temat, który Anglicy uwielbiają. Zanim opanowałem tajemnice tubylczej frazeologi, takie idiomatyczne określenia ulewnego deszczu jak „it was raining cats and dogs” brzmiało tak dziwacznie, że nie miałem nawet odwagi prosić moich rozmówców o wyjaśnienie. dlaczego ich ulubieńcy spadają z chmur. Nasze polskie „leje jak z cebra” da się przetłumaczyć na „it’s raining buckets”, ale to też może być źle zrozumiane przez tubylców, bo „kick the bucket” to polskie „wyciągnąć nogi” – eufemizm na słowo-tabu „umrzeć”. Język angielski nie obfituje w takie bogactwo deszczowych synonimów i powiedzonej jak polszczyzna. U nas deszcz siąpi. leje, mży, chlapie, kropi, pluszcze, nadchodzi, wisi i grozi, a u nich tylko „drizzle, downpour i szkocka mgła-scottish mist”. My wpadamy z deszczu pod rynnę, a oni z patelni w ogień (from the frying pan into the fire). U nas może być niemożliwa dla nich do wymówienia dżdżysta jesień, a oni mogą zdobyć co najwyżej na „rainy season”. Możliwe, że brytyjska powściągliwość spowodowała niemal identyczna wymowa słowa „rain-deszcz” i „reign-panować”. „The queen reigns” nie znaczy, że JKM ponosi jakąkolwiek odpowiedzialność za deszczowy klimat Wysp, nad którymi panuje. Dżdżownice są na pewno wśród  jej najbardziej entuzjastycznych poddanych. Ładna pogoda i ciepła jesień jest w zbiorowej pamięci Anglosasów czymś tak niezwykłym i obcym, że pożyczyli nazwę takiego dziwoląga od kuzynów zza oceanu, którzy nazwali to „indiańskim latem”. Dla Polaków to, oczywiście, babie lato: słoneczne miesiące jesienne i cienkie pajęcze nitki, fruwające na  lekkim wietrzyku. Etymologia tego powiedzenia nie jest łatwa do odcyfrowania, ale możliwe, że jego źródłem był niemiecki odpowiednik „Altweibersommer-lato starych kobiet”. Słowo „weiber” jest bliskoznaczne dźwiękowo ze słowem „weben-tkać” , jak angielska „sieć-web” i „pajęczyna –cobweb” i z oryginalnego „lato starych pajęczyn” wyszło w tłumaczeniu „babie lato„. Tak czy siak, trzymajmy kciuki, aby babie lato trwało do listopada.

Tajemnice wiejskich opłotków
Aż strach pomyślić że ja, Polak mały, nie znałem do tej pory wielu niezwykłych, intrygujących nazw  wiosek w mojej macierzy. Jest ich setki, może tysiące i każda z nich ma jakąś historię, legendę lub po prostu daje wgląd w nazewnictwo ludzkich osiedli. Niewielka gmina Ryki w lubelskim województwie ma np wioski ,które albo nie lubią litery „ó” albo nazwy wpisywała do wikipedii młoda osoba z podstawówki– Brusuw,Budki-Krukuw,Chuduw-Nowiny, Edwarduw, Ogonuw i Podwieżbie. Nazwę innej wsi w tejże gminie, Oszczywilk, można uzasadnić tym, że dawno temu w okolicznych lasach były stada wilków, które pokazywały kły- staropolskie słowo „oszczyrza”, które dziś zmieniło się na „szczerzyć” zęby. Inne tłumaczenia są możliwe, ale mniej prawdopodobne. Większość takich wiosek nie ma własnych stron internetowych, bo rolnik nie ma czasu na takie zabawy i wystarcza mu pewnie słuchanie radia. Miasteczko-gmina Ryki zapewne wzięło swoją nazwę od hałasu licznych dzikich zwierząt, które zamieszkiwały gęste lasy otaczające tę osadę we wczesnym średniowieczu. Znane przez długie lata jako „stolica karpi”, Ryki urządzają co roku „Święto Karpia z Pradoliny Wieprza”, którego celem są pokazy lokalnych artystów oraz możliwość dla mieszkańców „pokazania się z dobrej strony”. Niezwykłe nazwy ludzkich osad często działają jak magnes. przyciągając ku sobie ludzi o nazwiskach, które w jakiś sposób kojarzą się z nazwa osiedla. Typowym okazem jest jezioro Oszczywilk blisko Torunia, w którego „zarybianiu” bierze udział pan Zenon Wilk. Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 14 września 2012 ©Stefan Grass 

Reklamy

Tagi: , ,

komentarze 2 to “68.Polska jesień, indiańskie lato”

  1. signe Says:

    ale Ryki stolicą karpi, które milczą jako ryby… robi się to powikłane…
    ktoś mi niedawno udowadniał,że tego roku było bardzo gorące lato, mimo że Londyn daleko, nie zauważyłam,
    pan Wilk mi zaimponował:)

  2. stefan Says:

    signe, Panna podświadomie pisze o swoim przeciwnym biegunie, robiąc, przy tej okazji, kilka literówek, które rozwadniają tekst. Nic dziwnego, że ryby w Rykach milczą jak zaklęte. Wyłowiłaś sens w tym bessęsie, dzięki.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: