69.Dostatek, statki i pierogi Maryny

Liczą na litość –od matki
Nauczone, że ten statek
I łzy to są ich posagi
Słowacki: Ksiądz Marek
Żaden mężczyzna nie ustatkuje się, dopóki nie zacznie zmywać statków. Bo jak ma już tyle statków, że trzeba je zmywać, to znaczy że się pewnie ożenił i jego żona wniosła do domu dostatnie wiano w postaci patelni, garnków, kubków,filiżanek i sztućców. Nasi przodkowie zmywali statki w pobliskiej rzece, używając piasku i pumeksu, co było trochę ryzykowne, bo gdy strumień był wartki, co lżejsze statki odpływały w siną dal i trudno je było potem znaleźć. Ale zestresowane prababki tak gderały o tych niezdarach pradziadach, że ci wkońcu pobiegli po rozum do głowy i zaczęli budować łodzie z wydrążonych pni wierzbowych (zwane „komiegi”) w celu ścigania odpływających statków. Zanim statek stał się okrętem, był tylko i wyłącznie słowem opisującym dobytek, stan posiadania tyle, aby „statczyło” dla każdego członka rodu. Rozłupane czaszki upolowanych zwierząt zamiast talerzy oznaczały niedostatek, a gliniane gary dowodziły, że tacy ludzie byli stateczni, bo mogli kupować to co garncarz dostatczał (dziś: dostarczał). Statkami domowymi zajmowały się kobiety, a na tych pływających po morzu zatrudniano nieustatkowanych młodych chłopaków, którzy są znani jako majtkowie, nazwa wymyślona przez Holendrów, ludzi morza, którzy mówili „matjee” o „towarzyszu, który dzieli ze mną chleb”, zaś jego spodnie miały nazwę „maitki” –  długie, luźne spodnie, które nosili majtkowie, ale potem zaczęły robić się coraz krótsze i skończyły swój semantyczny żywot jako skrawek materiału okrywający dolne części dzieci i kobiet. W opisywaniu przygód Kolumba w klasówce szkolnej ktoś kiedyś napisał, że jego „majtki siedziały w bocianim gnieździe i rozdarły się ‘ziemia, ziemia’ na widok wysp karaibskich”. Inne określenie majtka to oczywiście „marynarz”, który służy w marynarce, mimo że jej nie nosi. Jego spodnie nazywano „marynałami”, a obie nazwy były ze słowa „morze-mare” i „marinus- morski”. Dalsze przemiany to skojarzenie morza z solą, w której marynarze marynowali mięso, ryby i ogórki na morską podróż w pływających statkach. Maryna, posiadaczka statków, znana jest z przyśpiewka o Maćku, któremu zachciało się pierogów, a jego żona, nieudolny garkotłuk, wysyłała go do miasta po zakupy różnych składników tego wiejskiego przysmaku (mojego też), aby wkońcu wyznać, że nie wie jak się je robi. Wyprowadzony z równowagi i głodny Maciek potłukł Marynę w pierwszym piosenkarskim opisie przemocy domowej. („a Maciek za kija, Marynę pobija”).

Ciasto na równonoc
W restauracjach angielskich rzadko można znaleźć prawdziwe pierogi. Te włoskie ravioli, tortellini czy brytyjskie dumplings niczym nie przypominają naszych rytualnych, zawijanych półkoli lub trójkątów ciasta. Słowo „pieróg” to potomek prastarej nazwy „pir” która, przed wiekami,miała znaczenie religijne, jako „ciasto obrzędowe”, składane w ofierze księżycowi w podzięce za dar płodności i zmiany cykliczne oblicza wedle których lud liczył upływające miesiące i sezony. Pogańskie kulty lunarne były w wielu krajach ostatnim śladem matriarchatu i przygotowywanie tych ofiarnych darów było z pewnością zadaniem kapłanek bogini księżyca. Gdy patriarchalne społeczeństwa przestały uznawać władzę kobiet-żywicielek, kapłanki zmieniły się w gosposie i kucharki. Przepisy na pierogi są z pewnością starsze niż piramidy, a jest ich dziś ogromna ilość i mają czasem swoje dawne nazwy obrzędowe. Na takie okazje jak stypy pogrzebowe Rosjanie jedli „knysze”, zaś Ukraińcy na powitanie zimowego przesilenia gotują tzw pierogi-kolatki. Na imieniny gotowano „socznie” dla solenizamtów i gości, a na przyjęcia weselne –”kurniki”, nadziewane mięsem kurczaków. Na jesienną równonoc (sobota ,22 września) najlepiej  smakowały by chyba pierożki nadziewane na słodko czarnymi jagodami, śliwkami albo truskawkami czyli „sanieżki”. Słowo „pierogi” przybiera czasem dziwne formy w innych językach jak np greckie „perogki” albo „piroski”, fińskie pyöryköitä, niemieckie „pirogge”. Kołduny i knedle to też pierogi, nadziewane mięsem lub śliwkami. Zaczynam mlaskać językiem, nostalgicznie.Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 21 września 2012 ©Stefan Grass 

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarze 2 to “69.Dostatek, statki i pierogi Maryny”

  1. signe Says:

    dziwny, zachachmęcony i przez to mimo dziwności jakoś mi znajomy ten świat, gdzie statkami zajmują się kobiety, a niestateczni majtkowie noszą marynarki,
    ale pierogi z jagodami to wcześniej, teraz nie ma już jagód, teraz śliwki, a jeśli napiszę słowo „knedle”, może się niechcący zacząć inny felieton…
    mniam

  2. stefan Says:

    tak, signe, świat jest w tym roku na wywrót (a kiedy nie był?) Knedli nie jadłem chyba od ostatniej wizyty w Polsce, albo dłużej, bo tutaj nawet w polskich restauracjach ich nigdy nie widziałem. A one są nostalgicznie mniam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: