71. Brzydkie wyrazy i pijawki krwiopijce

Każdy wrzeszczał o czym innym,
Jak zwykle w życiu rodzinnym.
Ojciec najgorsze wyrazy
Powtarzał po kilka razy

T.Boy-Żeleński

Anglicy to jednak ekscentryczny naród. Przeważnie potrafią ukrywać swoje dziwactwa, nawyki i podziały społeczne w precyzyjnie kształtowanym języku, którym usiłują porozumiewać się między sobą, z mniejszym lub większym powodzeniem. W powojennych latach ,spikerzy BBC musieli obowiązkowo mówić tzw „oksfordzkim” akcentem. Brzmiał  jak bełkot rozmawiającego z gorącym kartoflem w ustach. Wulgarne słowa, przekleństwa były tabu w pruderyjnej hipokryzji epoki wiktoriańskiej, kiedy nawet słowo „noga” było uważane za nieprzyzwoitość i dlatego zamiast „chicken leg” (udo kurczaka) mówiono „drumstick” (pałeczka do bębna). O ile mnie pamięć nie myli, brytyjskie tabu na używanie dosadnych słów w literaturze rozpadło się bezpowrotnie w 1960r, gdy odważny wydawca, Penguin Books, wydrukował „obsceniczną” powieść D:H.Lawrence’a „Kochanek Lady Chatterley”, która była zakazaną lekturą przez 30 lat. Wydawca wygrał w sensacyjnej sprawie sądowej i od tej pory wiele „brzydkich słów” zaczęło pojawiać się nie tylko w książkach i gazetach, ale także w radio i TV.Eufemizmy i kropkowanie („eff” albo  f…) są  wciąż używane w druku, ale mowa stała się swobodnie wulgarna, bo młodsze pokolenia szybko pozbyły się wiktoriańskich namordników. Dziś żadna brytyjska klasa społeczna  nie ma monopolu na słowa, które do niedawna były uważane za nieprzyzwoite, niedopuszczalne i często zdradzające pochodzenie z nizin plebsu. To ostatnie słowo rozbłysnęło nagle jak meteor na łamach prasy brytyjskiej pod koniec września, gdy Andrew Mitchell, główny rzecznik dyscypliny partyjnej rządu, znieważył policjantów strzegących bramy wjazdowej do siedziby premiera na Downing St., używając głównie słowa „eff” i kończąc swoją tyradę „wy jesteście effing plebs”. „Effing” uszło mu płazem, ale „plebs” uznano za śmiertelną obrazę oficerów policji. Poseł twierdził, że nie użył tego słowa, ale odmówił przekazania swojej wersji awantury. „Plebs” istnieje w polskich pyskówkach, ale nie jest uważane za szczególnie obraźliwe słowo. Może dlatego, że dziś każdy kto pracuje, jest plebejuszem..

***
Kilka dni miałem „bloody” dzień, bo odwiedził mnie kwalifikowny pobieracz próbki krwi na laboratoryjne badania. W tym wypadku, „bloody” nie było brzydkim wyrazem, gdyż określało tylko moje „krwawe” spotkanie z flebotomistą, bo taki jest oficjalny tytuł tego specjalisty. Jego wizyta przypomniała mi młodociane spotkanie z pijawkami, tymi dobrze znanymi w ludowej, jak i oficjalnej, medycynie czarnymi wampirami, których jedynym pożywieniem jest krew. Ojciec ostrzegał mnie na wakacjach, abym nie łaził na bosaka w błotnistej rzece, ale pewnie nie sprecyzował czyhających na moje stopy niebezpieczeństw. Któregoś dnia przyleciałem do domu po takich rzecznych wyprawach, wyjąc z przerażenia. Obie moje nogi aż do łydek były oblepione pijawkami. Na szczęście, moja mama wiedziała jak mnie uwolnić od tych „drakuli”. Pijawka ma bardzo silne przyssawki, a w nich jest jama gębowa, która posiada około setki malutkich, ostrych zębów. Jedynym sposobem na usunięcie tej krwiożerczej przyczepy jest skropienie jej silnym roztworem soli albo kroplami nafty lub denaturatu. Nie pamiętam już, którego oręża użyła moja rodzicielka, ale wiem że od tego spotkania unikałem błotnistych miejsc jak diabeł święconej wody. Trudno uwierzyć, ale pijawki są do dziś używane w szpitalnej hirudoterapii jako skuteczny lek na wiele schorzeń, takich jak nadciśnienie, rwa kulszowa, bóle stawów i niektóre choroby, związane ze starością. Kto wie, czy ta dziecięca przygoda ze śliskimi flebotomistkami nie zapewniła mi późnej starości?

****
Mitt Romney, kandydat Republikanów na prezydenta USA, oburzył się ostatnio na karygodne zaniedbanie w amerykańskich samolotach pasażerskich: okna nie otwierają się, co uniemożliwia wpuszczenie świeżego powietrza dla spragnionych tlenu podróżników. Ciekawe, czy Lech Wałęsa podsunął mu tę myśl podczas ich czułego spotkania?Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 5 października 2012 ©Stefan Grass 

Reklamy

Tagi: , ,

komentarze 4 to “71. Brzydkie wyrazy i pijawki krwiopijce”

  1. signe Says:

    horrorowy felieton, krwiopijcy, katastrofy samolotowe, śmiertelne obrazy, mocna rzecz, najgorsze wyrazy powtarzane po kilka razy, wrzeszczenia, piątek fibonacciego?????

  2. stefan Says:

    signe, zapomniałem ostrzec Cię, że ten felieton nie nadawał się do czytania prze wrażliwe osoby. Przepraszam 😦

  3. signe Says:

    nadawał:) ale jest wyjątkowy:)

  4. stefan Says:

    signe, te felietony nie powinny ukazywać się w Wokabularzu bo to są wyroby rzemieślnika na stragan gazety. Nic więcej. Jeśli uda mi się kiedyś wyjątkowo napisać coś wartego czytania to wpajstuje. Prócz Ciebie te felietony czyta dwie osoby. Taka jest ich popularność.Dziękuję za pocieszanie;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: