78.Co w trawie wrzeszczy, gdy rozsądek śpi

Jam z tych światów, gdzie grzech ,śpiewając, pląsa,
Gdzie płoną piersi, wargi i kły, chciwe strawy—
Gdzie róża, krwią nabiegła, lilię białą kąsa,
I gdzie jeszcze brzmi w słońcu zielony wrzask trawy!”
B.Leśmian: Rozmowa
Uciekający listopad zapamiętam sobie jako miesiąc huraganów, ulewnych deszczów, skandalicznych rewelacji, niesamowitych idiotyzmów prasowych i ludzi spadających z piedestałów, jak jesienne liście. Nawet nasz Dziennik, zwykle oaza spokoju, omal nie utonął w burzliwym słowotoku listów do redakcji. W ostatnich trzech tygodniach każda nowa wiadomość wprawiała mnie w mniejsze lub większe osłupienie, może dlatego że coraz trudniej jest mi zrozumieć dziś mentalność, słowa i działania młodszego pokolenia. Gdy dowiaduję się o o kulisach tego, co się dzieje w takim imperium informacji jak BBC albo o gigantycznych gażach jego nieudolnych, pechowych lub leniwych szefów, to mam wrażenie, że znalazłem się na obcej planecie. Wydaje mi się. że na szczytach i pagórkach władzy zniknęło wyczucie proporcji, między rozsądkiem i fantazją.  Oczywiście, w duszy każdego z nas jest zapewne ten „skrzypek na dachu”, melancholijny Tewje , który wzdycha i śpiewa „gdybym był bogaczem…” W mojej osobistej Utopii powinna istnieć absolutna granica gaży dla wszystkich, bez względu na wiedzę, talent i pozycję na drabinie kariery. Może wtedy spełniłyby się senne marzenia Mleczarza ze sztetla Anatewka – każdy byłby bogaczem.

۞

Dawno, dawno temu było takie słowiańskie prasłowo: uć, którego szczątki plączą się w takich słowach jak zzuć, obuć, uzda , onuca i obco brzmiąca zuwadlnia albo wyzuwalnia, a po staremu, to zwyczajna szafa, miejsce na składanie zzutej sukni i innych części garderoby. ”Wyzuty” ogranicza się dziś do rozbierania kogoś z  “czci i wiary”, a buty to się wkłada i zdejmuje raczej niż zzuwa i wzuwa. Nie mam jednak pewności czy cześć i wiarę można wzuć i jeśli tak, to jak? Takie rozważania przychodzą mi do głowy -zwłaszcza w piątki – i wtedy wracam spontanicznie do takich języcznych staroci po ocyknięciu się ze snu. Z tym oc(k)nięciem to także jakaś dziwna metamorfoza zaszła w ciągu wieków. Brueckner twierdzi: “częstotliwe ocykać się, zamiast *ocycać się, bo w ocknąć k dopiero pojawia się w 16 wieku”, ale później dodaje, że *ocycać nie pojawia się u Słowian w tej formie, tylko jako słowo ocucać. No, dobrze, wobec tego dziś rano nie byłem ocucony, tylko oc(k)nięty czyli wyciągnięty ze szpon  dziwacznego stanu jakim jest sen. Gdybym się nie ocyknął, to pewnie ktoś musiałby mnie ocucić abym mógł wreszcie mógł odzyskac świadomość moich “cuci”- zmysłów. No, i jak tu nie podziwiać cudownej cudaczności naszej pięknej mowy

۞

Czy powieści, które czytamy mogą mieć jakiś wpływ na nasze życie?Przed wojną i w czasie okupacji czytałem zachłannie wiele powieści, starych i nowych, a także kilka tomów Wiadomości Literackich, gdzie popisywała się awangarda przedwojennych pisarzy, poetów i eseistów.  Z bestsellerów, które utkwiły mi w pamięci i w jakiś przedziwny sposób skojarzyły się z  przygodami i karierą emigranta, to przede  wszystkim „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”, Sergiusza Piaseckiego, przemytnika, agenta wywiadu, bandyty, pisarza, AKowca, uciekiniera z PRLu i emigranta w Anglii, Jego powieść, która wydobyła go z więzienia świętokrzyskiego, dzięki poparciu Melchiora Wańkowicza i dała mu nowe życie, odbiła się jakimś echem w moim awanturniczym życiu AKowca, który przemycił się przez zieloną granicę do Włoch, gdzie przypadkowo spotkalem Melchiora Wańkowicza. To on poinformował mnie, że Piasecki też uciekł z Polski i był w Rzymie, oczekując przyjęcia do II Korpusu i emigracji na Wyspy Brytyjskie. Tutaj, Sergiusz pisał powieści, a ja reportaże dla Dziennika z obozu uchodźców , gdzie byłem sanitariuszem w szpitaliku, co powiązało się ładnie z inną moją lekturą, Choromańskiego „Zazdrość i medycyna”. Traf chciał, że mój trzeci bestseller, „Zaklęte Rewiry” Worcella, wpędził mnie do hotelu Piccadilly, gdzie nie byłem wprawdzie kelnerem, tylko fagasem w błękitnym mundurze ze złotymi guzikami, wręczającym gościom pocztę i klucze do apartamentów. Życie to powieść i odwrotnie.
Felieton opublikowany w londyńskim Dzienniku Polskim,piątek 23 listopada 2012 ©Stefan Grass

Reklamy

Tagi: , , ,

komentarze 2 to “78.Co w trawie wrzeszczy, gdy rozsądek śpi”

  1. signe Says:

    dopiero dziś tu dotarłam, a tu niesłychane rzeczy, wzucia, zzuwania i ocknięcia, tak, dziś coś mnie może ocuciło po czterech dniach,
    może to, że zycie jest powieścią, ale tak się tylko mówi, powieść to jest pismo, z tego jest powieść, a życie niezapisane to coś chyba innego,
    narzekam, bo nie lubię powieści, a życie tak:)

  2. stefan Says:

    signe, myślałem, że może zapomniałaś o tym schowku moich tfurczych popisów, zresztą tenwpis jest już przedostatnim w tej serii, a potem grudniowa cisza. Powieści są wyłowione ze snów, sny to też życie, a życie jest przecież snem na jawie. Albo jakoś tak:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: